Nawiedzone miejsca w Polsce

Bieżące wydarzenia, aktualności.

Moderator: Comen

Awatar użytkownika
amber
Zasłużony
Posty: 791
Rejestracja: 20 paź 2011, o 21:26
Lokalizacja: Bieszczady

Nawiedzone miejsca w Polsce

Post autor: amber » 18 wrz 2012, o 05:05

Chyba w każdym kraju są miejsca owiane legendami, historiami, które mają zarazem przestraszyć jak i przyciągnąć turystów. Niektórzy omijają je z daleka a inni wręcz przeciwnie, szukają w nich wrażeń i adrenaliny.
Znacie takie miejsca? Słyszeliście historie, które "mrożą " krew w żyłach :)

1. Zamek Dunajec w Niedzicy
(Opowieść głosi, iż jeden z właścicieli twierdzy wziął sobie za żonę peruwiańską księżniczkę. Z ich małżeństwa zrodziła się Umina - córka potomka królewskiego rodu Inków: Tupaca Amaru. Los chciał, by po latach cała rodzina powróciła na zamek w Niedzicy, gdzie niestety Umina (posiadająca już syna) została zasztyletowana. Chory ojciec, w dokumencie sporządzonym w 1797 roku, powierzył opiekę nad wnukiem swemu bratankowi Wacławowi Benesz - Berzeviczemu. Legenda mówi, iż w tym samym dokumencie zawarty był także testament Inków, a także wskazówki dotyczące skarbów ukrytych w jeziorze Tititaca)

2.Zamek w Pieskowej Skale
(W tym zamku ponoć mieszka wiele duchów. Jednym z nich jest ducha Krzysztofa Szafrańca, który został w 1484 roku ścięty z rozkazu Kazimierza Jagiellończyka i dziś przechadza się po korytarzach i komnatach zamku odziany w ciemne szaty.
Inną zjawą jest duch Dorotki, córki szlacheckiej, która była zakochana w giermku a została wydana za Szafrańca. Potajemnie spotykała się więc z ukochanym, ale kiedyś ich przyłapano i wydano na nich karę śmierci. Giermka rozszarpały konie, Dorotka skazano na śmierć głodową w baszcie. Ponoć do dziś można zobaczyć jak klęczy z twarzą zwróconą ku ścianie, jednak rozpływa się, gdy ktokolwiek próbuje do niej podejść)


3 Babia Góra
(Ponoć góra zawsze przyciągała poszukiwaczów skarbów czy zbójów. Legenda głosi, że na szczycie odbywały sie kiedyś szabaty czarownic, zwane "babami". Niektórzy powiadają, że na szczycie znajdował się również koci zamek, po którym dziś prawie nie ma śladu.

4. Kamienne kręgi w Odrach
(Kamienne kręgi w Odrach na Pomorzu to pradawne cmentarzysko Gotów. Ludzie wierzą, że w tamtym miejscu straszy. Znajduje się tu lej ziemny, w którym podczas badań natrafiano na szczątki ludzkie. Największą zagadkę stanowi właśnie oczko polodowcowe. Według legendy niegdyś zapadał się tu kościół, a po dziś dzień można spotkać tutaj pokutującą damę, która przemyka między głazami. Gdy wsłuchamy się w szum wiatru, usłyszmy dźwięk bijącego kościelnego dzwonu)

5. Nowy Sącz
(Wedle legendy w nocy na ulicach Nowego Sącza spotkać można ducha mężczyzny, który w XVII wieku był jednym z najlepszych alchemików w Europie. Michał Sędziwój, bo tak mu było na imię, tak bardzo chciał odkryć tajemnice kamienia filozofów, aż zyskał miano „Księcia Alchemików”. Dlaczego akurat Nowy Sącz? Otóż ten znamienity alchemik urodził się właśnie w tym mieście. Legenda głosi, że po śmierci w 1646 roku, tęsknota nie pozwala mu spokojnie odejść i dlatego pojawia się na ulicach miasta. Ponoć ten, kto spotka ducha będzie miał niebywałe szczęście)


Na pewno jest wiele miejsc w Polsce, w których kryją się tajemnicze postacie. Ja sama bardzo często w wielu miejscach słyszałam o zapadniętym kościele, gdzie do dziś słychać dzwony. Drugim powtarzanym elementem jest biała dama w zamkach. No ale przecież takie "barwne" postacie i historie zawsze przyciągają poszukiwaczy przygód.

Znacie takie miejsca? Słyszeliście historie, które "mrożą " krew w żyłach :)

Awatar użytkownika
Comen
Moderator
Posty: 4768
Rejestracja: 30 maja 2011, o 00:37
Lokalizacja: Kraków

Re: Nawiedzone miejsca w Polsce

Post autor: Comen » 18 wrz 2012, o 09:29

O tak. Stary Kraków to miejsce w którym prawie każdy zakątek jest na swój sposób "nawiedzony". Niektórzy mówią nawet, że w Krakowie czart się rodził - coś wiedzą o tym zwłaszcza angielscy "pielgrzymi", których zwabia do naszego miasta alchemiczny "duch wina", czyli popularny spiritus ;-) . Jak zresztą dobrze poszukać pełno w Krakowie diabelskich wizerunków - w starych księgach w Bibliotece Jagiellońskiej, ale także na attyce Sukiennic czy pod dachem Kościoła Mariackiego.
Chyba najsłynniejszym nawiedzonym domem w Krakowie jest Pałac pod Krzysztofory znajdujący się na rogu Rynku Głównego i ulicy Szczepańskiej. Pod tą wielką kamienicą ciągną się rozległe podziemia do dzisiaj całkowicie nie poznane. Niedawno odkryto np. duży głęboki na siedem metrów loch o zagadkowym przeznaczeniu. Być może była to spiżarnia, część browaru albo pracowni alchemicznej, a kto wie - może nawet magiczny sejf samego diabła. Według tradycji korytarze podziemne łączą pałac z położonym po drugiej stronie Rynku Kościołem NMP, niektórzy twierdzą nawet, że lochy ciągną się dalej aż pod sam Wawel. Pewna krakowska mieszczka dostała się kiedyś do tych podziemi goniąc uciekającego przed nią koguta. W podziemiach diabelski ptak zmienił się w dziwnego szlachcica ubranego w niemiecki strój. Jegomość ten podarował jej worek dukatów, ostrzegając jednak aby przy wychodzeniu z podziemi nie oglądała się za siebie. Tak zrobiła, ale zdjęta ciekawością na ostatnim progu schodów odwróciła się chcąc zobaczyć czy tajemniczy osobnik nie idzie przypadkiem za nią. W tym momencie drewniane drzwi zamknęły się z łoskotem ucinając kobiecie kawałek pięty. Dukaty jednak zachowała, niedługo potem wyszła szczęśliwie za mąż a z części zdobytego majątku ufundowała kaplicę w Kościele Mariackim. Mniej szczęścia miał miejscowy służący Błażej Łakomy, który sprzątając po kilkudniowej uczcie w pałacu dostał się do tychże lochów i tam spotkał samego diabła Borutę liczącego swoje dukaty. Pod obietnicą utrzymania tajemnicy został wynagrodzony sowicie złotem, wyszedł z lochów, niestety pieniądze szybko przepił a skuszony łatwym łupem ponownie wszedł do podziemi, tym razem z kilkoma swoimi kompanami. Diabeł nie był już taki hojny jak poprzednio, kiedy chciwcy uganiali się za złotymi monetami rozległ się okropny śmiech, zatrząsł się strop i piwnica się zawaliła grzebiąc wszystkich amatorów łatwego łupu. Podobno w całym Krakowie odczuto ten wstrząs a mury ratusza zarysowały się poważnie i po kilkudziesięciu latach trzeba było ratusz rozebrać.
Jeśli myślicie, że to koniec dziwnych wydarzeń mających miejsce w Krzysztoforach to się zdziwicie. Zjawy pojawiają się bowiem także w wyższych częściach pałacu. W księżycowe noce na dziedzińcu spotkać można sługę alchemika Twardowskiego, niejakiego Maćka, którego pan spuszcza na pajęczynie, aby się wywiedział co tam nowego słychać w mieście. No, dzisiaj kiedy finanse miasta ledwo zipią przydałby się nam taki alchemik z księżyca, który trochę podreperowałby budżet ;-) . Wybrańcy mogą też ujrzeć Czarną Damę, która przechadza się po pokojach na piętrze a ten kto ją ujrzy pozna niechybnie datę swojej śmierci. Podobno damą tą jest Anna z Branickich wdowa po Sebastianie Lubomirskim zmarła w 1639 roku i pochowana w swojej kaplicy w kościele Dominikanów.
Sama nazwa pałacu pochodzi od imienia Krzysztofor dziś używanego raczej w wersji skróconej Krzysztof. Kapliczka tego świętego znajdowała się przy jednej z kamienic, którą przebudowano później w dzisiejszy pałac. I tu wracamy na jasną stronę mocy. Wg legendy Krzysztofor był najpierw olbrzymem poszukującym potężnego Pana, któremu mógłby służyć. Najpierw udał się do króla - ten jednak pewnego dnia strasznie przestraszył się kogoś kto wypowiedział imię diabła. Olbrzym uznał, że widać diabeł to pan silniejszy od króla i wyruszył na jego poszukiwanie. Znalazł go na rozstajach w lesie wraz z jego czarnym orszakiem, przyłączył się do kompanii siejącej popłoch w okolicznych wsiach i miasteczkach. Kiedyś jednak przyuważył, że także diabły boją się pewnych miejsc, tam gdzie stały kapliczki z krucyfiksem w środku. Olbrzym wędrował wiele dni i nocy, lecz nie mógł znaleźć tego którego sportretowano w kapliczce. Wreszcie spotkany pielgrzym wytłumaczył mu, że to Chrystus, ale nie spotka go nigdzie bo on jest wszędzie. A żeby mu służyć wystarczy stanąć przy rzece i przenosić prze nią pielgrzymów wędrujących do miejsca świętego. Olbrzym tak zrobił - pewnego dnia nad rzekę przyszło niewielkie dziecko prosząc o przeniesienie na drugi brzeg. Okazało się nieoczekiwanie, że praca ta była nadzwyczaj trudna, pasażer okazał się niesamowicie ciężki, ale olbrzym jednak jakoś sobie poradził. Dopiero na drugim brzegu okazało się, że przenoszonym był właśnie Chrystus uginający się pod brzemieniem ludzkich grzechów. Od tego czasu olbrzyma zaczęto nazywać Krzysztoforem, co się tłumaczy z łaciny jako Cristo Ferens (Niosący Chrystusa). Ciekawe, że św. Krzysztof oprócz nazwy pałacu znalazł się także w herbie Podgórza, wpierw odrębnego miasta a dzisiaj prawobrzeżnej dzielnicy Krakowa. Tak że nie wykluczone, iż ta opowiedziana historia miała miejsce gdzieś tutaj w pobliżu grodu Kraka.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Comen
Moderator
Posty: 4768
Rejestracja: 30 maja 2011, o 00:37
Lokalizacja: Kraków

Re: Nawiedzone miejsca w Polsce

Post autor: Comen » 10 paź 2012, o 21:37

A co powiecie na miejsca rzekomego (a może faktycznego <mysli> ) lądowania UFO. W Polsce jest taka wieś Emilcin na Lubelszczyźnie, gdzie w latach 70. się zdarzyło pewnemu rolnikowi bliskie spotkanie z "zielonymi ludkami". Pamiątką po tym wydarzeniu jest pomnik poświęcony UFO.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Marcin1975
Fan podróżowania
Posty: 147
Rejestracja: 31 maja 2012, o 21:46
Lokalizacja: Puławy

Re: Nawiedzone miejsca w Polsce

Post autor: Marcin1975 » 11 paź 2012, o 05:55

Byłem w Emilcinie, bo to zaledwie jakieś 40 km ode mnie, żadnych ufoludków nie zauważyłem :) Ale pomnik i historia ciekawe.

Awatar użytkownika
Gollum
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Posty: 1085
Rejestracja: 28 lip 2012, o 09:23
Lokalizacja: Lublin

Re: Nawiedzone miejsca w Polsce

Post autor: Gollum » 30 mar 2013, o 21:01

Jak Emilcin, to nie tylko ufoludki, którymi mogli być piloci z Dęblina, jak mi opowiadał Stanisław Harasimiuk, który wówczas opisywał tą głośna historię. Popili sobie, wsiedli w maszynę i polecieli udawać ufoludki.
To także Święty Kamień. Był w Emilcinie od zawsze. Duży, z dwoma odciskami małej, jakby dziecięcej stopy. – Jako dziecko paliłam tam świeczki i modliłam się z innymi dziećmi – mówiła mi parę lat temu mieszkanka Emilcina. – Starsi mówili nam, że właśnie tędy Matka Boska uciekała z Jezusem do Egiptu. I te małe odciski to ślady nóżek Jezusa.
Ale nie wszyscy byli tak pobożni. Jej sąsiad postanowił go użyć jako fundamentu do stodoły. Dwa konie aż się zziajały, zanim dociągnęły kamień na posesję. Nie wyszło mu to na zdrowie. Całą rodzinę zaczęły dręczyć nocne koszmary. Nie mogli zasnąć. Gospodarz poszedł więc po radę do księdza. Ten polecił natychmiast odwieźć głaz z powrotem. Tym razem jeden koń nie miał problemu...
Ale to siłom nadprzyrodzonym było za mało. Niebawem dostał wylewu krwi do mózgu. – Gdybym tego kamienia nie ruszał, pewnie byłbym zdrowy – mawiał.
To był jednak dopiero początek zemsty; gospodarstwo niebawem poszło z dymem, a w krótkim czasie wszyscy powymierali.
Ten kamień leżał na łące, gdzie 10 maja 1878 roku wylądował statek kosmiczny z czarnymi stworami o zielonych twarzach. – Kamienie kryjące w swym wnętrzu aparaturę nawigacyjną UFO, posiadają specyficzny znak rozpoznawczy. Jest nim wyraźny odcisk, przypominający kształt dłoni lub stopy ludzkiej – pisze w swoich dziełach dr Jan Pająk, mieszkający w Nowej Zelandii Polak, uważany za najlepszego znawcę... technologii kosmitów. – Dlatego kamienie te nazywano diabelskimi lub świętymi. Cała powierzchnia naszej planety została pokryta precyzyjnie rozlokowaną siecią punktów nawigacyjnych UFO, opartą na biegunach magnetycznych Ziemi. Aparatury sygnalizacyjne zostały zatopione we wnętrzu specjalnie spreparowanych kamieni, o wyglądzie typowych głazów narzutowych. Aby uniemożliwić ludziom przemieszczenie lub rozbicie tych głazów, były one zazwyczaj duże, o wadze nawet kilkudziesięciu ton. Gdy te zostały zniszczone, na ich miejscu w ziemi zakopywano kamienie mniejsze, ok. metrowej średnicy.
Jednym z tych kamieni był ten z Emilcina. Inny, zwany Anielskim Kamieniem, który również zniknął, stał obok kościoła w Karłowie koło Milicza (Dolny Śląsk). Bardziej znane są Święty Kamień wystający z Zalewu Wiślanego koło Tolkmicka oraz Królewski Głaz na Wyspie Chrząszczewskiej koło Kamienia Pomorskiego. Tam ponoć są do dziś nadajniki nawigacyjne kosmitów.
Ale w Emilcinie kamienia już nie ma. Słyszeliśmy kilka wersji na temat jego dalszych losów. Mniej wiarygodne to:
1. Zabrali go kosmici, aby Ziemianie nie odkryli znajdujących się wewnątrz urządzeń nawigacyjnych, skoro już wiedzą o istnieniu ludków z Kosmosu.
2. Warszawscy ufologowie utopili go w stawie gospodarstwa doświadczalnego SGGW w Oborach koło Konstancina.
3. Ufologowie zawieźli go do Obór, ale utopili go tamtejsi pracownicy, gdy jakiś pomór wybił stado królików.
4. Kamień był w Oborach i służył do doświadczeń nad plonowaniem roślin, które prowadził ówczesny dyrektor zakładu. Tak pisała swego czasu jedna z lubelskich gazet. Pytałem: osoba o tym nazwisku nigdy w Oborach nie pracowała, nie mówiąc już o tym, że miała być dyrektorem.
5. Trafił do Muzeum Przyrodniczego w Łodzi. Tyle, że w tymże muzeum nic o nim nie wiedzą. Nie ma go też w muzeum geologicznym.
Ale są też hipotezy bardziej wiarygodne.
1. Po lądowaniu kosmitów został zabrany do Lublina na badania – zapewniał mnie mieszkaniec Emilcina. Zakład Geologii UMCS, Zakład Radiochemii i Chemii Koloidów UMCS, Zakład Spektrometrii Mas UMCS twierdzą, że nie.
Skoro nie Lublin, to może Warszawa? To były czasy, że takie informacje mogły być uznane za strategiczne, więc może uczelnia wojskowa? Zakład Fizyki i Technologii Kryształów Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, Zakład Radiometrii i Monitoringu Skażeń WAT także odpowiedziały, że nic o tym nie wiedzą.
To może Święty Kamień zabrali kosmici?

Odpowiedz

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: germ@n i 11 gości