Madera

Ciekawe miejsca w Europie oraz relacje z naszych wycieczek.

Moderator: Comen

Regulamin forum
Jeśli dodajesz fotorelację, w tytule nowego wątku koniecznie dodaj prefiks: "Relacja:" i datę wycieczki.
Awatar użytkownika
Gollum
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Posty: 1084
Rejestracja: 28 lip 2012, o 09:23
Lokalizacja: Lublin

Madera

Post autor: Gollum » 31 lip 2012, o 20:40

Umieściłem tu, bo są tu już sąsiednie Wyspy Kanaryjskie; geograficznie to Afryka, ale kulturowo strefa śródziemnomorska.
W zasadzie każdy coś o Maderze wie. Miłośnik historii słyszał, że życie tu zakończył ostatni cesarz Austrii, wypoczywali tu Churchill i Piłsudski, zwolennik tajemnic wie, że tu pochowany jest król Władysław Warneńczyk, przyrodnik słyszał o tutejszych endemitach i największych na świecie lasach laurowych, zwolennik wypiteczności nie mógł nie słyszeć o winie madera. Kinomaniak wie, że tu kręcono „Moby Dicka”. A nawet jeśli kogoś myślenie zbytnio męczy, i tak z pewnością wie, że Cristiano Ronaldo pochodzi z Madery, a ci z lepszą pamięcią przypomną sobie, że część kretyńskiego serialu „Teraz albo nigdy” nagrywano na Maderze.
Warto się tam wybrać, ale z góry ostrzegam: to wyprawa kosztowna. Ja z czteroosobową rodziną wybrałem się tam rok temu zimą za 1,3 tys. od osoby (5,2 tys. zł za rodzinę) z renomowanego biura i potem niczego podobnego nie trafiłem. Wycieczki na Maderę poniżej 2 tys. zł nie schodzą. Szukałem możliwości zorganizowania czegoś samemu; wyjdzie znacznie drożej; cenę winduje przelot, ok. 3 tys. zł w dwie strony. Jeśli ktoś wynajdzie tańszą możliwość, zapewne wielu będzie mu wdzięcznych (ja też).
Lecąc na Maderę z biurem, ma się zapewniony przelot, noclegi i wyżywienie, z reguły halfboard (śniadania i obiadokolacje), który z powodzeniem wystarcza, a za niewielką stosunkowo dopłatą full wypas.
Madera to jest miejsce dla włóczykijów. Można wykupić wycieczki, których każde biuro ma sporo w ofercie, ale jeśli się jest z rodziną, znacznie taniej wychodzi wynająć samochód i jeździć; jedna wycieczka to 20-30 euro od osoby. Nie warto szukać firmy wynajmującej na własna rękę (nie jest to problem; w każdym grajdole jest ich kilka, na lotnisku też). Z jednego powodu: każą sobie płacić kaucję zwykle koło 200 euro. A firma współpracująca z biurem nie chce kaucji i z reguły ma lepsze warunki – ja np. za 3 dni wynajmowania, miałem samochód na 4 dni – jeden dzień gratis. Wszstko za 147 euro łącznie z zatankowaniem samochodu przed jego oddaniem.

Drogi
Z pewnością wyczytacie w internecie, że maderskie drogi to koszmar, tragedia, piekło kierowcy itp. Wierutna bzdura. Jeździłem, to wiem. Owszem są kręte bardziej jak sznurek wyjęty z kieszeni, ale przez to bezpieczne; jedzie się powoli. Zbliżając się do zakrętu, za którym zupełnie nic nie widać poza pionową skałą, w dobrym tonie jest zatrąbić. Wtedy jadący z drugiej strony wie, że musi baaaardzo uważać.
Nie dziwcie się, gdy zobaczycie samochody parkujące na środku zakrętu. Skoro tam stoją, to znaczy, że wolno i możecie postawić obok swój. Ale gdy jest zakaz parkowania – odjeżdżajcie, nawet gdyby przyszło zaparkować kilometr dalej; zaraz będzie policja, a mandaty są wysokie.
Bywa, że przyjdzie Wam ruszyć pod bardzo stromą górę. Umiejętność ruszania z hamulca ręcznego potrenujcie więc w kraju, by nie uczyć się tego na miejscu. Także hamować należy przede wszystkim silnikiem, choć nie każdy model się do tego nadaje – np. toyota yaris nie nadaje się zupełnie.
Kierowcy są bardzo przyjaźni; polskie nerwowe mruganie światłami, trąbienie a potem zajeżdżanie drogi i gwałtowne hamowanie jest tu całkowicie nieznane.

Kiedy jechać
Wszystko jedno. Na Maderze przez cały rok jest zbliżona temperatura, 19-26 stopni (w dzień nawet zimą zwykle jest ponad 20 stopni), ocean o każdej porze roku ma niemal tę sama temperaturę, 18-23 stopnie. A ze względu na ceny – najlepiej wtedy, gdy najtaniej. Większej różnicy się nie odczuje. No, tyle że poza latem jest mniejszy tłok.

Co zobaczyć
Gdy wyjedziecie na tydzień, z całą pewnością nie zobaczycie wszystkiego, co wypadałoby zobaczyć. Ale dwa tygodnie z powodzeniem wystarczą.
Lasy laurowe
największe na świecie skupisko gęstych, twardolistnych lasów z laurem (tym od liści laurowych) i innymi drzewami. Lasy laurowe Madery są notowane na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Lewady
Wykute w skałach kanały, którymi woda z gór i północnej części wyspy (gdzie jest znacznie więcej opadów) płynie na południowe wybrzeże, gdzie jest słońce, ale brakuje wody. Spacer wzdłuż lewad jest niezłą wycieczką wśród gór i lasów. Znam takich, co przyjeżdżają na Maderę co roku tylko by się przejść kolejną lewadą. A jest ich 1,6 tysiąca kilometrów...
Funchal
Katedra, bazar (Mercado dos lavradores), Quinta das Cruzes – willa odkrywcy Madery, kapitana Zarco, stare miasto (Zona Velha), fort Sao Tiago, muzeum sztuki religijnej, muzeum wina, muzeum cukru, pomnik Piłsudskiego, ogród botaniczny.
Monte
Ogród tropikalny, katedra z grobem cesarza Austrii Karola I, przejażdżki po ulicach wiklinowymi „saniami”, kolejka linowa.
Curral das Freiras
Czyli Dolina Zakonnic – malownicza dolina w środku wyspy. Zejście jest męczące (powrót znacznie bardziej), ale warto.
Cabo Girao
580-metrowy klif, jeden z najwyższych na świecie.
Pico do Areiro
Szczyt wysokości Kasprowego Wierchu, na który niemal na sam szczyt można wjechać samochodem.
Pico Ruivo
najwyższy szczyt Madery, 1861 metrów – ale nie za trudny do wejścia
Sao Vincente
Plaże z czarnym piaskiem, zespół jaskiń z muzeum wulkanów
Ribeiro Frio
Hodowla palii (gatunek pstrąga), oryginalne domki, Balcoes – wspaniały punkt widokowy na dolinę Matade
Boca da Encumeada
Punkt widokowy, z którego wspaniale widać „przecięcie” górzystej Madery przez głęboką dolinę na dwie części, zachodnią płaskowyżową i wschodnią postrzępioną licznymi szczytami
Santana
Największe na wyspie skupisko tradycyjnych, trójkątnych domów.
Ribeira Brava
Najstarszy kościół na Maderze z oryginalną chrzcielnicą, muzeum etnograficzne oraz gospodarki i przemysłu Madery.
Camara de Lobos
Stary port rybacki, gdzie obrazy malował Winston Churchill, starówka.
Porto Moniz
Muzeum oceanograficzne i zespół basenów, reklamowanych jako naturalne; wcinające się w morze jęzory lawy połączono tamami z betonu i powstały baseny, świetne do kąpieli w spokojniej wodzie (pluskałem się w nich w styczniu).
Północna Droga Nadbrzeżna (Antiga 101)
Osoby z lękiem wysokości powinny ją omijać szerokim łukiem; najlepszy horror tak nie trzyma w napięciu jak spacer tą drogą, wąską, że dwa samochody się nie miną! A z jednej strony pionowa ściana na kilkaset metrów w górę, z drugiej – przepaść. Na szczęście jest zamknięta dla ruchu. Można się nią przejść, ignorując ostrzeżenia przed spadającymi kamieniami. Co jakiś czas są wykute w skale tunele, z których leje się woda; ponad nimi do morza spada wodospad. Niezapomniane wrażenia murowane!
Paul da Serra
Bezleśny płaskowyż, wykorzystywany jako pastwisko i platforma dla turbin wiatrowych. Jedyne miejsce na Maderze, gdzie są proste drogi.
Rabacal
Kilka wspaniałych lewad, w tym biegnących długim tunelem, zespół wodospadów.
Madalena do Mar
W miejscowym kościele pochowany jest najprawdopodobniej Władysław III Warneńczyk, znany tu jako Enrique Alemao. Jest też dom w którym mieszkał, niestety, wciąż zrujnowany.
Calheta
Wciąż działający młyn cukrowy, gdzie można spróbować pędzonego na miejscu rumu i likierów, dwie sztuczne plaże, w okolicy dwa stare kościoły.
Ponta do Pargo
Punkt widokowy na zachodnim krańcu Madery, ponoć najlepsze miejsce do oglądania zachodów słońca.
Seixal
Miasteczko z wspaniałą, senną atmosferą, czarną plażą, basenami lawowymi i dziesiątkami wodospadów w okolicy.
Machico
Starówka, kościół, żółta twierdza. To najstarsze miasto Madery.
Canical
Muzeum wielorybnictwa, rejsy w morze dla oglądania wielorybów
Ponta de Sao Lourenco
Wschodni kraniec wyspy, długi przylądek z klifami i sterczącymi z morza skałami.
Santa Cruz
Pręgierz, kościół zabytkowy lotnisko z pasem startowym zbudowanym na wbitych w morze palach.
Camacha
Centrum maderskiego wikliniarstwa, pomnik z okazji pierwszego w Portugalii i jednego z pierwszych poza Wielka Brytania me3człów piłkarskich w 1875 r.
Porto Santo
Wyspa na północny wschód od Madery, bezleśna, sucha, z plażami, których na Maderze brakuje. Można tam popłynąć statkiem albo polecieć samolotem.
Desertas
Kilka skalistych, pustynnych wysepek na południowy wschód od Madery (widoczne z brzegu w Canico). Chronione jako park narodowy. Można popłynąć łodzią.

Czego spróbować
Wino madera
Choćby dla niesamowitego smaku, niepodobnego do innych win.
Vinho seco
Sprzedawane „spod lady”, bo nielegalne, wytwarzane z winogron kanadyjskich, znanych i w Polsce.
Likier z kasztanów
Najlepiej lokalny, „od chłopa”
Likier bananowy
jak wyżej
Banany
Inne niż te z polskich sklepów, mniejsze, mocniej zakrzywione i znacznie bardziej „bananowe”.
Papryczki ostre
Koncentrat ostrości.
Awokado
Obowiązkowo zerwane wprost z drzewa.
Sok z trzciny cukrowej
Czysty jest zbyt mdły, ale z sokiem z limonki – pyszny.
Espada
Pałasz czarny, ryba łowiona w tych okolicach, coś wspaniałego.
Caldeirada
Bardzo gęsta zupa ze wszystkiego, co można złowić w morzu.
Espetada
Szaszłyki z samej wołowiny nadziane na patyki z lauru, pieczone na ogniu.
Bolo de caco
Chleb z maki i ziemniaków, pieczony na posmarowanej czosnkiem desce. Najlepszy jest ten z odległych wsi.

Co trzeba przeżyć
Spojrzeć z okien zniżającego lot samolotu na pas startowy zaczynający się w morzu a kończący w zboczu góry
Przejść się Antigą 101 – odradzam osobom z lękiem wysokości
Dać się opryskać wodą z wodospadu
Spojrzeć w dół z Cabo Girao
Zatańczyć z miejscowymi lokalne tańce
Wmieszać się w tłum na jakimkolwiek lokalnym festynie, odpuście czy innej fieście
Popływać w basenach lawowych
Popływać w oceanie
Przejść się po sennych miasteczkach typu Seixal czy Faial
Popatrzeć na zachód słońca nad morzem
Wypić kawę o wschodzie słońca na nadmorskim tarasie
Przejść się wzdłuż lewady, najlepiej w lesie i nad przepaścią
Powąchać drzewo laurowe (najlepiej rozcierając świeży liść)
Nakarmić wyjątkowo chude maderskie psy
Nie dać się oskubać handlarzom owoców na Mercado dos Lavradores i każdym innym
Obejrzeć targ rybny, może być na Mercado dos Lavradores
Pogłaskać wyjątkowo tłustego, z potężnym puszystym ogonem maderskiego kota

Co przywieźć
Wino madera
Najtańsza madera za parę euro u nas kosztuje prawie stówę.
Szpiczasta czapka
Charakterystyczny element stroju ludowego.
Brinquinho
Miniaturka instrumentu przypominającego kaszubskie diabelskie skrzypce.
Muzyka
Płytę albo kilka z maderską muzyką, ludową i fado.
Owoce
8 gatunków marakui, papryczki, banano-ananasy, jabłka budyniowe, papaje i inne.
Liście laurowe
Zrywać ich nie wolno, ale w lesie laurowym z pewnością znajdziecie złamane gałęzie.
Zdjęcia
Jak najwięcej.

Awatar użytkownika
Comen
Ekipa Forum
Ekipa Forum
Posty: 4816
Rejestracja: 30 maja 2011, o 00:37
Lokalizacja: Kraków

Re: Madera

Post autor: Comen » 31 lip 2012, o 21:39

Ciekawy opis, już pobudza moją wyobraźnię na takie klimaty. Może jeszcze jakbym zobaczył jakieś zdjęcia to bym się w przyszłości skusił na wyjazd w tamte strony :-D W sumie jeśli chodzi o wyspy to moje doświadczenie podróżnicze ogranicza się niestety tylko do Wrocławia, Opola i Margit Sziget na Dunaju.
P.S. Z Warneńczykiem to zapewne legenda (opinia zasłyszana zwłaszcza w kręgach bułgarsko-tureckich), natomiast realnie to pewnie jest tam gdzieś dom Piłsudskiego.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Gollum
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Posty: 1084
Rejestracja: 28 lip 2012, o 09:23
Lokalizacja: Lublin

Re: Madera

Post autor: Gollum » 31 lip 2012, o 23:43

Dom Piłsudskiego jest, jest na nim tablica pamiatkowa.
A i Warneńczyk naprawdę mógł tam być. A skąd się wziął? Jest rok 1444. Dwudziestoletni Władysław, od dziesięciu lat król Polski a od czterech król Węgier, może już spocząć na laurach. Dwa lata wcześniej rozprawił się z Turkami pod Jałomicą i o pokój poprosił sam sułtan Murad II, który zniszczył emirat karamański, zajął Serbię i większość Grecji. Traktat pokojowy w Segedynie podpisano na dziesięć lat. Może się więc zająć rozwiązaniem problemów w swoich obu państwach. W Polsce żrą się między sobą dwaj namiestnicy, a na Węgrzech Elżbieta, wdowa po zmarłym królu Albrechcie II coraz głośniej mówi, że prawowitym władcą jest jej syn Władysław Pogrobowiec.
Ale król, zamiast radom swoich zaufanych, posłuchał sugestii Juliana Cesariniego, legata papieskiego, który roztaczał przed młodym królem wizję chwały, jakiej nie doświadczył ani jego ojciec gromiąc Krzyżaków pod Grunwaldem, ani nawet Aleksander Wielki, wkraczając triumfalnie do Babilonu. Doświadczy jej on, Władysław, który pobije Turków. Co, że obowiązuje rozejm, a król przysięgał na Ewangelię? Ale przecież złamanie słowa danego bisurmanom jest mile widziane przez Pana! Zamknięty za murami Konstantynopola cesarz Jan VIII Paleolog natychmiast ruszy z pomocą. Przybędzie też armia albańska pod wodzą Jerzego Kastrioty (Skanderbega). Wenecja przyśle flotę, która nie dopuści do Europy wojsk tureckich, zajętych walkami w Anatolii. A poza tym sułtan jest przybity klęską i krytyką opozycji, że nie podoła psychicznie nowej wojnie.
Tymczasem układ pokojowy z Węgrami był taktyczną zagrywką Murada. Nie chcąc walczyć na dwóch frontach, chciał zabezpieczyć sobie tyły w Europie i dokończyć sprawy w Anatolii. Po układzie w Segedynie ruszył z całą potęgą do Azji, by zniszczyć emirat karamański. Po zwycięstwie nad nim uznał, że swoje zrobił i abdykował na rzecz 12-letniego syna Mehmeda. Ma on teraz prawie dziesięć lat spokoju. Gdy skończy się pokój z Węgrami, będzie już dorosły i z pewnością jego janczarzy rozniosą niewiernych na szablach. Mehmed II kilka lat później zdobędzie Konstantynopol i zostanie najsławniejszym tureckim sułtanem, słynniejszym nawet od Sulejmana Wspaniałego, o swoim ojcu nie wspominając.
Tymczasem Władysław zapalił się do wizji siebie jako drugiego Aleksandra Wielkiego. Nie słuchał rozsądnych rad panów polskich i węgierskich. Naprędce zebrał armię węgierską, posiłki polskie, czeskie i ruskie, po drodze dołączyli Serbowie, Bośniacy, Wołosi i Bułgarzy. Całością formalnie dowodził władca, faktycznie zdolny węgierski strateg Jan Hunyady, któremu potem Turcy nadali przydomek Przeklęty Janek. Z zachodu obiecanych armii ani pieniędzy nie było. Ale flota, która miała zablokować Bosfor już wypłynęła. Pewny zwycięstwa Władysław ruszył na Adrianopol. Armia turecka była daleko w głębi Azji Mniejszej, a na tronie sułtańskim zasiadało dziecko. Przerażony dwunastoletni Mehmed wzywa ojca, by ten wziął armię i zniósł z powierzchni ziemi węgierskich wiarołomców. - Nie jestem sułtanem – miał odburknąć Murad.
- Jeśli jesteś sułtanem, to prowadź swoją armię – odparł rezolutny dzieciak. - lecz jeśli nim nie jesteś, to ja ci rozkazuję, żebyś poprowadził moją armię.
Murad zebrał anatolijską armię i ruszył do Europy. Co, że Bosforu broniły okręty weneckie? Owszem, broniły, ale za odpowiednią kasę przeprawiły Turków do Europy.
I trzykrotnie liczniejsze siły tureckie ruszyły na spotkanie Węgrów i reszty zbieraniny. Władysław, gdy się dowiedział o zdradzie Wenecjan, otrzeźwiał. Nici z nowego Aleksandra... Nakazał odwrót. Było jednak za późno. Murad II odciął mu odwrót. Ster przejął doświadczony Jan Hunyady. Ułożył plan wyrwania się z okrążenia. Niestety, dowodzący ciężką jazdą Władysław nie czekał na znak od Hunyadego. Uznał, że to decydujący moment i ruszył do ataku. Jego hufiec natychmiast otoczyli janczarzy. Gdy padł królewski koń, pozbawieni króla, krzyżowcy wpadli w panikę. Bitwa zakończyła się rzezią.
Janczar Kodża Hyzyr, który odciął głowę Władysława, podarował ją sułtanowi. Murad nakazał ją zakonserwować w miodzie. I jeszcze długie lata, ciesząc się losem emeryta, pokazywał przyjaciołom głowę węgierskiego wiarołomcy.
Ale czy rzeczywiście janczar odciął głowę króla? Władysław był brunetem, tymczasem głowa w miodzie należała do blondyna. Nigdzie nie znaleziono reszty królewskiego ciała ani jego zbroi.
Kazimierz, wielki książę Litwy, nie spieszył się z objęciem tronu po starszym bracie. Z koronacją zwlekał trzy lata. Zapewne miał ku temu powód w postaci wiarygodnych wieści, że starszy brat żyje. Jan Hunyady pisał wszak do wszechwładnego biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego, iż król był ranny i albo dostał się do niewoli, albo umknął w przebraniu z pola bitwy. A przecież to Hunyady jako dowódca, miał najlepsze rozeznanie.
Gdyby król zginął, sułtan natychmiast kazałby odszukać jego ciało. Raz, żeby mieć pewność, że jego ludzie zabili króla, dwa, żeby na nim zarobić. Było tureckim zwyczajem odsprzedawać za ciężkie pieniądze ciała poległych. 300 tysięcy talarów musiała zapłacić Regina, wdowa po hetmanie Stefanie Żółkiewskim za ciało poległego pod Cecorą męża. Licząc za talara po 24 grosze, 1,8 grama srebra każdy, wychodzi prawie 13 ton srebra! Tyle za hetmana. To ile za króla?
Poza tym zwłoki Władysława były łatwe do rozpoznania. Król miał sześć palców u jednej nogi. Turcy niewątpliwie o tym wiedzieli, ale jakoś nawet nie próbowali potwierdzać, że zabili króla, do głowy dodając choćby znacznie w tym wypadku wiarygodniejszą stopę.
Jest więc bardzo prawdopodobne, że Władysław ocalał. Ale dlaczego nie powrócił na tron? A do czego miał wracać? Sam dwukrotnie przyczynił się do warneńskiej katastrofy, raz łamiąc rozejm, drugi raz zbyt wcześnie atakując. Zostałby zżarty przez liczną na Węgrzech prohabsburską opozycję, a przed zżarciem wielokrotnie upokorzony. A nawet jeśli nie obawa przed przyjęciem na Węgrzech i w Polsce, do odejścia mogły go skłonić wyrzuty sumienia. Władysław był człowiekiem honoru i pomimo zapewnień Cesariniego ponoć bardzo przeżywał fakt złamania rozejmu. Mógł więc przez całe lata tułać się po świecie, pokutując za klęskę.
Według nie potwierdzonych podań król w przebraniu zakonnika uciekł na papieski statek, który zbierał niedobitków po Warnie. Krótko przebywał na dworze swojego sojusznika (pod Warną walczyły oddziały bośniackie) księcia Bośni Stefana Vukcicia. Potem przebywał w klasztorze św. Katarzyny na Synaju, gdzie wstąpił do zakonu rycerskiego św. Katarzyny, jednego z najstarszych na świecie.
Jako rycerz, najlepiej mógł odpokutować swoje winy walcząc z niewiernymi. Tylko gdzie? Krucjat wtedy już od dawna nie było. Na Węgry nie mógł wrócić, bo by go rozpoznano. Bośnia dogorywała. Wenecja i inne włoskie republiki robiły z Turkami doskonałe interesy, nawet zdradzając sprzymierzeńców, jak choćby przeprawiając Turków do Europy. Hiszpania uznała emira Grenady za swojego poddanego i na razie zaprzestała rekonkwisty. Jedynie Portugalia wciąż walczyła, zajmując Ceutę i sposobiąc się do podboju całego Maroka. Był to więc jedyny kraj, gdzie Władysław mógł odpokutować winy z mieczem w dłoni.
Trafił więc do ówczesnej Legii Cudzoziemskiej, czyli Zakonu Rycerzy Chrystusa księcia Henryka Żeglarza, który ściągał awanturników z całej Europy i kazał im odkrywać nowe lądy. Władysław był wszakże szczurem lądowym i nadawał się co najwyżej na majtka. Książę nie mógł go też wysłać go do Afryki, bo żeby się porwać na Maroko, trzeba było znacznie większych sił. Władysław został więc osadzony w spokojnym i ustronnym miejscu. Takim miejscem była Madera. Tak się zresztą postępuje do dziś. Wilhelm II dożywał swoich dni w Holandii, Karol I właśnie na Maderze, Erich Honecker w Chile, a niedawno Zin el-Abidin Ben Ali i Hosni Mubarak, obaleni prezydenci Tunezji i Egiptu zwiali do Arabii Saudyjskiej.
Władysławowi nadano Madalena do Mar z zadaniem skolonizowania terenu. Poślubił szlachciankę Annes, z którą miał syna Zygmunta i córkę Barbarę. Imiona raczej mało portugalskie, za to bardzo popularne w naszej części Europy. Jak przystało na dobrze urodzonego, był częstym gościem w Funchal, na dworze João Gonçalvesa Zarco, cieszącego się spokojnym życiem szczura lądowego jako gubernator (kapitan) Madery.
Na Maderze Władysław był znany jako Henrique Alemao. Dosłownie Henryk Niemiec, ale przydomkiem Alemao określano w Portugalii wszystkich, którzy pochodzili z krajów na wschód od Renu i na północ od Alp.
Herique Alemao żył naprawdę. Zachował się dokument z 1457 roku nadający mu ziemię w kotlinie świętej Magdaleny.
Jest też inny wiarygodny dowód pobytu Warneńczyka na Maderze. - Ladislaus Rex Poloniae et Hungarie vivis in sulisulis regnum Portugalie – pisze zakonnik Mikołaj Floris w liście do wielkiego mistrza krzyżackiego Ludwiga von Erlichshausena. List, napisany w 1472 roku (a nie 1452, jak błędnie sądzono) znajduje się w Getyndze. Przez wieki leżał w Królewcu, ale gdy do miasta zbliżała się Armia Czerwona, został wywieziony wraz z całym archiwum uniwersytetu.
List badał historyk dr Leopold Kielanowski. Przesłał jego fotokopie do największych specjalistów na świecie. Z Archiwum Watykańskiego otrzymał najwierniejszy z możliwych przekład z łaciny, a dr Jose Pereira da Costa z archiwum Corygo Tombo w Lizbonie potwierdził jego autentyczność; list zawiera typowe piętnastowieczne błędy popełniane przez Portugalczyków piszących po łacinie, oraz gwarę żeglarską, co dowodzi, że jego autor musiał mieć coś wspólnego z morzem. Jak choćby rejs na Maderę.
W tłumaczeniu na polski słowa listu brzmią: „Chcę ci oznajmić, że król Władysław żyje obecnie na wyspach Królestwa Portugalii, a ja jestem jego towarzyszem i współpustelnikiem. Odsuń zatem wszelkie wątpliwości, jedynym celem napisania tego listu jest wykorzenienie obustronnej nienawiści i zawziętości między twoim zakonem a Polakami, a to niechże się stanie za sprawą Ducha Świętego. Zlecam oddawcy tego listu Janowi Polakowi popularnie zwanym szipar - żeglarz, który cudownym zbiegiem okoliczności mnie na swój statek przyjął i zawiózł do Lizbony, aby przekonał Waszą Dostojność o rzeczach które widział i o których słyszał. Może Wasza Dostojność dać wiarę, jak w Świętej Ewangelii.
Proszę przesłać ten list do Matki Królewskiej, ponieważ matka i syn, są ze sobą najmocniej związani jak odwieczna sama istota miłości. Wyślijcie też ten list do Czechów i Węgrów, rzecz jest pilna, dlatego śpieszyłem z listem do Lizbony szybkimi statkami, zwłaszcza zaś do króla Portugalii Alfonsa i jego książąt, by okazali swoją dobrą wolę w tej sprawie.”
A dlaczego Floris napisał do mistrza krzyżackiego, a nie do króla polskiego? Bo Polska była dlań krajem bardziej egzotycznym niż Kiribati dla współczesnego Polaka. A Krzyżacy mieli swoje przedstawicielstwa m. in. w Burgundii i Włoszech. Poza tym autor listu był dominikaninem i czuł większą więź z państwem innego zakonu niż nieznanym krajem na końcu świata.
A dlaczego wielki mistrz schował list głęboko do archiwum, zamiast go rozpropagować? Miałby przecież haka na Kazimierza Jagiellończyka, że nie jest prawowitym władcą. Ale wolał siedzieć cicho. Raz, że leczył bardzo głębokie rany zadane Zakonowi podczas wojny trzynastoletniej przez owego Kazimierza właśnie. Dwa, że list narobiłby znacznie większego zamętu na Węgrzech niż w Polsce. A na tym mu nie zależało; Polska właśnie toczyła wojnę z Węgrami; Jagiellończyk chciał obalić króla Macieja Korwina (syna Jana Hunyadego) i osadzić tam swojego syna.
Pismo to potwierdza portugalską legendę, jakoby na Maderze pochodzący z Polski franciszkańscy mnisi rozpoznali polskiego króla Władysława, po sześciu palcach u nogi i znajomości mowy polskiej. Prosili go, by wrócił do kraju, ale ten odmówił. Prosili więc portugalskiego króla Alfonsa, by ten się wstawił za nimi. Ten wezwał Henryka Niemca, ale on znów odmówił powrotu na tron. I wracając z Portugalii na Maderę zginął ugodzony głazem spadającym z wysokiego klifu Cabo Girao.
Henrique de Noronha, autor herbarza z 1700 roku podaje, że Henrique Alemao przybył na Maderę ok. 1450 roku, mówiono o nim, że jest polskim królem, ale ten nie chciał o tym mówić.
Przed wojną znany dziennikarz Zygmunt Nowakowski był na Maderze. Jej gubernator opowiedział mu, że na wyspie jest grób polskiego króla Władysława. Potem opowiadał o tym w audycjach Radia Wolna Europa, czym zainspirował dr Kielanowskiego do swoich badań. Ale wypił przy tym za dużo wina (sam się do tego przyznawał) i grób Warneńczyka ulokował w nie istniejącej Santa Catharinie.
Ale to, czego doświadczył za życia to nic w porównaniu z tym, co nieszczęsnego władcę spotyka teraz. Homoseksualiści głoszą, że był jednym z nich i pielgrzymują do jego pustego grobu na Wawelu. Jedyne, czym się podpierają to słowa Długosza o grzesznych praktykach Władysława i fakt, że nigdy się nie ożenił. Wykorzystują też fakt, że są medialnie uprzywilejowani. Wiedzą, że nikt temu nie zaprzeczy, bo każdą krytykę zaraz okrzykną homofobią. Ale na szczęście Władysław III nie żyje, nie da się z nim pofiglować, więc tak naprawdę jego postać polskich homoseksualistów w ogóle ich nie interesuje, z wyjątkiem paru zadymiarzy homo. Wiem, bo po bardzo ostrej dyskusji na facebooku na temat ataku środowisk homoseksualnych na profesora pedagogiki, zapytałem, czy rzeczywiście uważają Warneńczyka za swojego. Anna, lesbijka z Warszawy odpowiedziała, że Warneńczyk ją absolutnie nie interesuje. W sumie nic dziwnego... Powinien wszakże zainteresować pewnego pana, także ze stolycy, przypominającego na facebookowej fotce sadomasochistę. Ale i on odpowiedział, że Warneńczyk go nie rusza.
Faktycznie Warneńczyk miał do chłopców identyczny stosunek co wszyscy normalni faceci, a owe grzeszne praktyki dotyczyły magii, bo młody król bardzo się tym interesował. A że Władysław się nie ożenił? Przecież w chwili śmierci miał dwadzieścia lat! Miał na to dużo czasu. Jego ojciec ożenił się w wieku 24 lat, młodszy brat Kazimierz, gdy miał 27 lat, a jego poprzednik na węgierskim tronie Albrecht – 24. Bratankowie Władysława czekali z ustatkowaniem się znacznie dłużej; Aleksander ożenił się mając 34 lata a Zygmunt – 45.
Niestety, agresywnym środowiskom gejowskim to wystarczyło, by ogłosić Władysława homoseksualistą. A znając ich wpływy, nawet tych nielicznych, którym w głowie nie tylko bara-bara, należy się obawiać, że będzie coraz gorzej...
Ale to nie wszystko. Manuel Rosa z Duke University w Północnej Karolinie, który dwadzieścia lat studiował dokumenty źródłowe dotyczące Kolumba twierdzi, że ojcem odkrywcy Ameryki jest... Władysław III.
I przytacza dowody. Żoną Kolumba była Felipa Perestrello de Moniz, córka byłego gubernatora Porto Santo,wyspy obok Madery, skolonizowanej wcześniej. A więc arystokratka. Jego zdaniem ślub poparł król Portugalii. Herby Kolumba i Władysława są podobne. Poza tym Kolumb był rudy, miał jasną cerę i niebieskie oczy – jak nie Włoch lecz np. Polak.
Profesor chce potwierdzić swoją tezę zlecając zbadanie i porównanie DNA Kolumba z katedry w Sewilli oraz Władysława Jagiełły, ojca Władysława III, czyli domniemanego dziadka Kolumba. Poprosił już o zgodę krakowską kurię.
To może wszakże się nie powieść; Władysław być może wcale nie był synem Jagiełły. Królowa Zofia była wszak nie raz oskarżana o zdradę małżeńską. Zresztą nie ma się jej co dziwić; w chwili poczęcia Władysława miała 19 lat, gdy Jagiełło 61 lat. Zbadanie DNA Jagiełły może nie przynieść efektu. Jeśli naukowiec rzeczywiście chce potwierdzić polskość Kolumba, powinien porównać DNA królowej Zofii albo Kazimierza Jagiellończyka. A jeszcze lepiej – odszukać w Madalena do Mar grób Enrique Alemao, sprawdzić, czy rzeczywiście u jednej nogi ma sześć palców i wtedy porównywać kod genetyczny.
Że być może to nie idiotyzm, potwierdzają słowa poparcia udzielone prof. Rosie przez naukowców portugalskich. I fakt, że jako pierwszy nie napisał o tym The Sun czy inny Fakt, ale poważny The Daily Telegraph.

Awatar użytkownika
Gollum
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Posty: 1084
Rejestracja: 28 lip 2012, o 09:23
Lokalizacja: Lublin

Madera

Post autor: Gollum » 15 sty 2016, o 11:09

To trochę o lasyach laurowych Madery

To się tylko tak mówi, lasy laurowe. Ale w laurisilva, czyli wpisanych na listę dziedzictwa UNESCO lasach laurowych Madery rośnie wiele gatunków drzew. Laur jest tylko jednym z wielu.

Dwa odkrycia
Tak naprawdę nie wiemy, od kiedy Madera, wyspa na Atlantyku, na wysokości Maroka, na północ od Wysp Kanaryjskich, jest znana. Zapewne gdzieś od połowy pierwszego tysiąclecia przed naszą erą. Odkryli ją Fenicjanie, najlepsi żeglarze i kupcy starożytności. Że tak było, świadczą monety kartagińskie z IV wieku odkryte na Wyspach Kanaryjskich i Azorach. Fenicjanie pływali, gdzie tylko się dało i gdy zobaczyli ląd, natychmiast węszyli, czy jest tam coś, co można spieniężyć. Arystoteles i inni greccy mędrcy wspominali, że Fenicjanie z Kartaginy odkryli za Słupami Heraklesa „wyspy szczęśliwe”, gdzie lasy są pełne cennego drewna, owoców, ptactwa, ziemia żyzna, klimat wręcz idealny. No i to najcenniejsze: drzewa smocze (draceny), dostarczające czerwonego barwnika, równie dobrego, a wielokrotnie tańszego od tego uzyskiwanego ze ślimaków. Ale o tym nabywca już wiedzieć nie musiał...
Swoim zwyczajem Fenicjanie utajnili wszystko, aby nikt inny się tam nie dostał. Mało tego; pod karą śmierci zakazali budować na tych wyspach osiedli. Jeśli wiesz gdzie leżą, pływaj tam, zbieraj smoczą krew (barwiący na czerwono sok dracen) i wszystko inne, ale wara ci tam pozostać! Ten zakaz miał swoje uzasadnienie; odkrywcami Madery, Wysp Kanaryjskich i Azorów byli Kartagińczycy, którzy wcześniej, z racji korzystniejszego położenia (środek Morza Śródziemnego), szybko wykończyli handlowo stare miasta fenickie w dzisiejszym Libanie. Kartagińczycy obawiali się, że jak kiedyś z Tyru czy Byblos do Kartaginy, tak teraz z Kartaginy na atlantyckie wyspy popłyną tysiące ludzi i Kartagina upadnie sama, bez niczyjej pomocy.
Wiedza o wyspach na Atlantyku po zdobyciu Kartaginy przeszła na Rzymian, którzy też tam pływali. Także w średniowieczu nikt wysp nie musiał odkrywać. Czerwony barwnik wciąż był w cenie; książęta, królowie, biskupi, ubierali się na czerwono. Dostać się tam łatwo; wystarczy trochę wypłynąć na Atlantyk a już się wpada w Prąd Kanaryjski, który sam „zawiezie” na Maderę, Wyspy Kanaryjskie, a nawet na Wyspy Zielonego Przylądka i do Brazylii. Pływali tam Hiszpanie, Portugalczycy, Francuzi, nawet Genueńczycy, ale nadal nikt się tam nie osiedlał. Ale gdy w 1402 roku Francuz Jean de Béthencourt zaczął na zlecenie króla Kastylii podbijać zamieszkałe przez żyjący w epoce kamiennej lud Guanczów Wyspy Kanaryjskie, zaniepokoiła się zwłaszcza Portugalia. Ale że była zajęta zdobywaniem afrykańskiej Ceuty, nie mogła zareagować. Ale już w 1417 roku, kiedy Portugalia umocniła się w Ceucie, wielkim mistrzem Zakonu Rycerzy Chrystusa został młodszy królewski syn, książę Henryk, nazywany potem Żeglarzem. Celem zakonu było zdobywanie dla Portugalii nowych ziem. Książę natychmiast wysłał swoich kapitanów, João Gonçalvesa Zarco, Tristão Vaz Teixeirę i Bartolomeo Perestrelo, żeby na każdej ziemi, jaką znajdą na Atlantyku, ogłaszali, że biorą ją w posiadanie w imieniu króla Portugalii João I. Dobrze wiedzą, gdzie jej szukać, bo nieraz tam bywali. Już rok później flaga Portugalii załopotała nad Porto Santo, niewielką wyspą na północny wschód od Madery, a w 1420 roku na Maderze.
I żeby Kastylijczycy nie mieli nic do gadania, Henryk Żeglarz nakazał sprowadzić na wyspy kolonistów. Jednym z tych, którzy umacniali portugalskie panowanie na Maderze, był Władysław III, do niedawna władca Polski i Węgier, który po klęsce pod Warną zdołał uciec, potem tułał się incognito po całej Europie, by w końcu trafić do Henryka Żeglarza, który z całej Europy ściągał awanturników do walki z Maurami i odkrywania nowych ziem.
Jak to wszystko się udało czterokrotnie mniejszej od Polski Portugalii? Ano w średniowieczu inne były proporcje ludności. Portugalia, choć mała i po klęsce dżumy, była ludniejsza niż znacznie większa Polska, którą dodatkowo wspomniana epidemia niemal zupełnie ominęła. W tym czasie Lizbona liczyła sobie 55 tys. mieszkańców, gdy Kraków ze wszystkimi przedmieściami nie więcej niż 16 tys. No i właśnie kończyła się rekonkwista. Masa rycerstwa, żyjącego z walki i tego, co w jej trakcie się zdobyło, nagle została bez środków do życia. Trzeba więc było szukać szczęścia gdzieś dalej. Na przykład na morzu.

Dżungla poszła z dymem
Kiedy w 1420 r. ruszyła kolonizacja Madery, ludzie nie mieli się gdzie osiedlić. Okrążający wyspę żeglarze nie widzieli ani metra kwadratowego w miarę płaskiej przestrzeni! Widzieli wysokie i bardzo wysokie (nawet ponad pół kilometra ponad fale) klify, pocięte bardzo głębokimi kanionami dolin potoków. Na ich szczytach widzieli zielone piekło; jeden wielki las. Dlatego pierwsze osiedla powstały na nieodległej wyspie Porto Santo, gdzie można było w miarę bezpiecznie przybić do brzegu. W końcu i na Maderze udało się znaleźć kilka miejsc, gdzie można było zakotwiczyć statek, a nawet zbudować osiedla. Te pierwsze to Machico i Funchal, ale zaraz powstawały następne, m. in. kolonizowana rozkazem księcia Henryka Żeglarza przez Władysława Warneńczyka Madalena do Mar.
Tymczasem nie było miejsc pod uprawę, a przecież koloniści musieli coś jeść i z czegoś żyć. Autentycznie płaski płaskowyż Paul da Serra nadawał się jedynie na pastwisko; silne atlantyckie wiatry nie pozwalają tam rosnąć niczemu poza trawą i krzakami. Podobnie było na wschodnim przylądku, nazwanym imieniem św. Wawrzyńca, gdzie nie było nawet krzaków. Poza tym cała wyspa oprócz najwyższych szczytów górskich była zarośnięta gęstą dżunglą. Zresztą stąd wywodzi się nazwa wyspy: madeira to po portugalsku drewno. Mianowany kapitanem zachodniej Madery João Gonçalves Zarco (Maderą wschodnią zarządzał Tristão Vaz Teixeira, a Porto Santo Bartolomeo Perestrelo) rozkazał więc podpalić las, aby zdobyć dla kolonistów ziemie do uprawy. Pozostali gubernatorzy nie musieli wydawać takich rozkazów; na Porto Santo i na wschodniej Maderze były w miarę płaskie miejsca.
Spora część maderskich drzew, nie tylko laury, zawierały łatwopalne olejki eteryczne, więc wyspa dosłownie poszła z dymem. Na pożarzyska szybko wkroczyli ludzie, sadząc winorośl i trzcinę cukrową. W ciągu kilkudziesięciu lat wyspa stała się pierwszym europejskim producentem cukru, dystansując wenecki wtedy Cypr, a wina z Madery zdobyły sobie uznanie najbogatszych; co roku 80 statków z Antwerpii, najbogatszego miasta ówczesnego świata, zajmowało się tylko przywożeniem wina z Madery.
Ale Madera nie na darmo nazywana jest krainą wiecznej wiosny, czyli budzącego się życia. Dżungla powróciła tam, gdzie człowiek szybko nie zagospodarował pożarzysk. Czyli – prawie wszędzie, z wyjątkiem okolic osad. Jako pierwsze wróciły najbardziej ekspansywne wrzośce, do dziś stanowiące znaczny procent składu gatunkowego lasów Madery. Ale lasy laurowe czekała jeszcze niejedna katastrofa. Gdy król Hiszpanii Filip II stał się w końcu XVI wieku władcą Portugalii, maderskie lasy padły łupem... stoczniowców. Hiszpania potrzebowała coraz większej liczby okrętów, by skutecznie eksploatować świeżo podbitą Amerykę. A flota systematycznie się wykruszała, czy to w sztormach, czy walkach z piratami. Gdy Portugalia w 1640 roku odzyskała niezależność, z Madery niemal zupełnie zniknęły drzewa til, wycięte do budowy statków oraz vinhatico, którego drewno używano do wyrobu np. mebli czy skrzyń.
Zresztą wcale lepiej nie było i później. Drewno jest wszak bardzo potrzebne, czy to do wyrobu mebli, konstrukcji budowlanych, czy na opał. Była to wszakże eksploatacja ekstensywna, jedynie na własne potrzeby. W końcu XIX wieku przyszła druga klęska; potrzebna była ziemia pod winnice oraz plantacje trzciny cukrowej i bananów, uprawianych już na skalę przemysłową. Pod topór poszły więc kolejne lasy.
W połowie XX wieku okazało się, że na wyspie jest za mało drewna! Na wyspie, która się nazywa „drewno”, lasy rosną zaledwie na 20 procentach powierzchni! Sprowadzono więc sadzonki szybko rosnących eukaliptusów oraz innych gatunków, w tym akacji i sosny nadmorskiej. Szczególnie dużo rośnie ich w zachodniej i południowej części wyspy, szczególnie w okolicach Porto Moniz. W latach osiemdziesiątych uświadomiono sobie, że owszem, drewna już nie brakuje, ale sadzenie obcych gatunków szkodzi miejscowej przyrodzie, więc zaprzestano introdukcji. Ale akacje i eukaliptusy, a zwłaszcza sosna nadmorska (70 procent nasadzeń obcych gatunków) wrosły już w pejzaż Madery. Tym bardziej, że nie wadzą lasom laurowym, które rosną przecież wyżej od nadmorskich z reguły gajów złożonych z gatunków obcych.

Środowisko
Madera to jeden wielki, dawno wygasły wulkan. I to bardzo wielki, wyrastający z dna Oceanu Atlantyckiego. Licząc od tego miejsca, ma ok. 6 tys. metrów wysokości, z tym, że nad poziom morza najwyższy szczyt wystaje na zaledwie 1861 m (Pico Ruivo). To wulkan podmorski, który tak bardzo się rozszalał, że wyrósł ponad wodę. Identyczną proweniencję mają m. in. Hawaje, Reunion czy Surtsey. Tyle że tam wulkany wciąż dymią. Tworzenie się wyspy (i okolicznych wysepek, Porto Santo i Desertas) zakończyło się ok. 3 milionów lat temu. 740 tys. lat temu wstępnie uformował się płaskowyż Paul da Serra, 620 tys. lat temu – klify północnego i południowego wybrzeża. Ostatnie erupcje miały miejsce ok. 6,5 tys. lat temu i Madera jako wulkan wygasła. Przepaście, strome granie, głębokie doliny przecinają całą wyspę. Bo skała wulkaniczna na Maderze bardzo łatwo poddaje się erozji oprócz twardych bazaltów Paul da Serra).
Klimat Madery to wręcz przysłowiowa wieczna wiosna. Zimą przyjemne ciepełko, nieco ponad 20 stopni w dzień i niewiele mniej nocą, latem przyjemne ciepełko nieco ponad 25 stopni w dzień i niewiele mniej nocą. Żadnych mrozów oprócz wysokich gór i płaskowyżu Paul da Serra, gdzie śnieg wcale nie jest jakąś wyjątkową rzadkością i żadnych upałów. Madera co prawda nie jest wielka (741 km kwadratowych, czyli jak nasze powiaty międzychodzki, grudziądzki czy skierniewicki), ale jest na tyle duża, by mieć inny klimat po północnej i południowej stronie. Płynące od północy deszczowe chmury zatrzymują się na górach i „oddają”wodę.
Wydaje się to niewiarygodne, ale w okolicach Santany na wybrzeżu północnym rocznie spada ok. 2 tys. milimetrów deszczu, a w odległym o 17 km w prostej linii Funchal – zaledwie 500 mm! I północ oraz centrum wyspy, często zraszane deszczami, są pełne wody, a południe – słoneczne i suche. Wpływa to na roślinność; lasy od północnej strony wyspy są znacznie bogatsze i bujniejsze niż w południowej.
Lasy laurowe porastają wyspę na wysokości 300-1300 metrów nad poziomem morza. W wyższej części, powyżej 750 metrów, drzewa porasta ogromna ilość najróżniejszych porostów. Laurisilva objęta ochroną zajmuje 15 tys. ha, czyli jedna piątą wyspy. I to jest w zasadzie cała maderska laurisilva. 20 procent wyspy, gdy sześć wieków temu porastała ponad połowę Madery.
Używam słowa dżungla w odniesieniu do laurisilvy, choć z deszczowym lasem równikowym wspólne ma tylko bogactwo gatunków. Laurisilva jest znacznie gęściejsza na dnie lasu. Jest bogaty podszyt i w runie też rośnie conieco. Dominują drzewa wiecznie zielone, o grubych, skórzastych liściach. Ale sporo jest też gatunków o liściach drobnych (wrzośce) lub iglastych (jałowce).
Laurisilva to jedna z trzech formacji roślinnych Madery. Druga to bezleśny, porośnięty trawą płaskowyż Paul da Serra i podobny przylądek São Lourenço. Trzeci to wysokogórskie skalne turnie.

Makaronezja
Czyli Wyspy Szczęśliwe. Tak je w starożytności nazwali Grecy. Była to część Hadesu, czyli krainy umarłych, gdzie trafiali wyłącznie dobrzy ludzie. Makaroi Nesoi leżały gdzieś na Okeanosie za Słupami Heraklesa. Czyli – dokładnie tam, gdzie leżą Wyspy Kanaryjskie, Madera, Azory, Wyspy Zielonego Przylądka i Selvagens. Nazwa może by pozostała jedynie w historii starożytnej i literaturze jak Atlantyda, gdyby nie geografia i biologia. Obie nauki stwierdziły, że wulkaniczne wyspy na Atlantyku mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, zarówno pod względem przyrodniczym jak i geologicznym. I sięgnęli po starogrecką nazwę Makaronezja.
Objęli nią wulkaniczne wyspy wschodniego Atlantyku leżące w strefie tropikalnej i subtropikalnej. Makaronezja może nie tak oryginalna przyrodniczo jak Madagaskar, ale jednak jest na tyle odrębna od sąsiedniej Afryki, że zasługuje na odrębny status biogeograficzny. Elementem wspólnym dla całej Makaronezji są właśnie lasy laurowe. To relikt trzeciorzędowy. Kiedy po południowej Europie i północnej Afryce nad Morzem Śródziemnym w miocenie i pliocenie spacerowały gigantyczne macrauchenie, megateria, gliptodonty i tygrysy szablozębne, wszędzie rosły tam lasy laurowe. Potem przyszedł lodowiec i lasy wyginęły. Ocalały jedynie na wulkanicznych wyspach na Atlantyku, gdzie lody ani ochłodzenie klimatu nie dotarły. Po ustąpieniu lodowca lasy laurowe nad Morze Śródziemnejuż nie wróciły; szybciej weszły bardziej ekspansywne dęby.
Dziś lasów laurowych pozostało niewiele. Na Wyspach Zielonego Przylądka, gdzie było ich najmniej z racji najsuchszego klimatu, ocalały żałosne resztki w wysokich górach. Laurisilva jest na Azorach i Wyspach Kanaryjskich, ale jest jej niewiele (na wielokrotnie większych Wyspach Kanaryjskich zajmują o połowę mniejszą powierzchnię) i jest chroniona przed zadeptaniem przez turystów jako parki narodowe. Lasy laurowe rosną też poza Makaronezją, w górach na kilku wyspach w Zatoce Gwinejskiej, Annobonie, Bioko, Wyspie Książęcej i Wyspie Świętego Tomasza. Tam wszakże nie ma Europy, więc lasy laurowe są tam mocno zagrożone. Największe lasy laurowe, i to w jednym dużym kompleksie, rosną na Maderze.
Niedawno do geografów i biologów dołączyli politycy. Cała Makaronezja (z wyjątkiem Wysp Zielonego Przylądka) należy do Unii Europejskiej, ma ona dla Brukseli swoją specyfikę, więc stworzono dla niej odrębny projekt finansowania w ramach programu Interreg III.

Flora
Laurisilva to coś pośredniego pomiędzy tropikalnym lasem deszczowym a suchymi zaroślami śródziemnomorskimi. Drzewa mają tu skórzaste liście, jak w strefie śródziemnomorskiej, ale są charakterystyczne dla tropików i strefy zwrotnikowej paprocie drzewiaste. Laurisilva jest gęsta jak dżungla, ale trudna do przebycia jak zarośla śródziemnomorskie. Tym bardziej, że rośnie na stromych górskich zboczach. I – jak przystało na las – laurisilva zatrzymuje mnóstwo wody. Źródła większości rzek Madery znajdują się w lasach laurowych. Ba, wody wystarcza jeszcze dla lewad, oryginalnego systemu irygacyjnego zaopatrującego w wodę całe południe wyspy, ale o tym później.
A oto najważniejsze rośliny laurisilvy:
Laur kanaryjski (Laurus novocanariensis): podstawowy, choć nie najliczniejszy gatunek laurissilvy. Niektórzy systematycy uważają, że to podgatunek lauru azorskiego (Laurus azorica). Laur kanaryjski różni się od szlachetnego większymi liśćmi (do 17 cm długości, gdy laur szlachetny do 12 cm) i wymiarami (do 20 m wysokości, gdy szlachetny do 10 m). Ale liście ma równie aromatyczne. Wiem coś o tym; od roku w kuchni używam wyłącznie liści laurowych z Madery. Włócząc się po wyspie często napotykaliśmy złamane gałęzie; żal było zostawiać, więc je obskubywaliśmy z liści.
Til (Octotea foetens), potężne, nawet 40-metrowej wysokości drzewo, dostarczające wysokiej jakości ciemnego i twardego drewna. Dlatego było cenione do budowy statków. Ale bynajmniej nie masztów; z karpy wyrasta zwykle kilka pni. Jest gatunkiem leczniczym; liście z jednej strony są środkiem przeciwbólowym, ale z drugiej powodują... ból głowy ze względu na dużą zawartość olejków eterycznych. Napar z liści jest używany do przemywania ran. Jagody tila, przypominające miniaturowe awokado, są podstawą pożywienia gołębi maderskich.
Vinhatico (Persea indica), kuzyn awokado i mahoniu, którego różowe drewno było poszukiwane przez stolarzy. Z kolei kora była używana do garbowania skór. Jego czarne owoce do złudzenia przypominają oliwki. Rośnie w głębokich, wilgotnych dolinach.
Barbusano (Apolonias barbujani) zwane jest także żelaznym drzewem. Dostarcza bardzo cennego, wyjątkowo twardego, ciężkiego i trudnego w obróbce (ale i trwałego) drewna, używanego do wyrobu narzędzi rolniczych, elementów okrętowych i wrzecion. Liście są pełne zgrubień, powodowanych przez żer roztoczy. Barbusano jest dość rzadkie. Najwięcej dorodnych drzew można spotkać na południu Madery. Barbusano rośnie też na pobliskich wysepkach Desertas.
Aderno (Heberdenia excelsa) jest nie mniej cenione, ze względu na ciężkie, twarde i wytrzymałe drewno, używane do wyrobu beczek i kilów łodzi. Szara, przypominająca bukową kora, była używana do garbowania skór.
Branqueira (Picconia excelsa) to kolejne cenione drzewo. Dostarcza twardego, różowego drewna, używanego w stolarstwie i do wyrobu części maszyn i narzędzi.
Mocano (Visnea mocanera, Pittosporum coriaceum) to niewysokie (do 8 metrów) drzewa, niezwykle rzadkie (na Wyspach Kanaryjskich wymarłe), objęte ścisłą ochroną. Kiedyś, ze względu na lekkie, acz mocne drewno, było bardzo cenione w stolarstwie.
Sanguinho (Rhamnus glandulosa) dorasta do 10 metrów, gdy inni jego kuzyni, jak polski szakłak pospolity, to niewielkie krzewy. Sanguinho to taki trzeciorzędowy relikt. A w trzeciorzędzie nie tylko zwierzęta były olbrzymie...
Wrzosiec drzewiasty (Erica arborea) to w przeciwieństwie do powyższych gatunków żaden endemit. Rośnie w całym basenie Morza Śródziemnego, w Makaronezji oraz górach niemal całej Afryki.
Wrzosiec (Erica platycodon) to już drzewo górskie, rosnące w najwyższych częściach lasów laurowych i powyżej granicy lasu. Jego gęste i cienkie gałązki oraz igiełkowate liście bardzo dobrze chłoną wodę z mgieł i chmur. Upiornie powyginane wrzośce można podziwiać zwłaszcza w drodze do Rabacal z parkingu przy trasie nr 110.
Wrzosiec miotlasty (Erica scoparia) to najpospolitszy z wrzośców i jedno z najpowszechniejszych drzew na Maderze. Jeśli zobaczycie gdzieś (a zobaczycie wszędzie) płot z charakterystycznych, powyginanych patyków, to niemal na pewno został wykonany z tego gatunku.
Cedr maderski (Juniperus cedrus) to nie cedr lecz jałowiec kanaryjski, kuzyn krzewu z polskich lasów. Na Maderze jest to wszakże spore drzewo, dorastające nawet do 25 metrów.
Azevinho czyli ostrokrzew kanaryjski (Ilex canarensis) to niewysokie drzewo (do 6,5 metra), lubiące wilgoć, gdyż rośnie głównie w zasobnej w wodę północnej i centralnej części Madery. Nie jest zbyt często spotykany.
Borówka maderska (Vaccinium padifolium) to oczywiście kuzynka naszych borówek. Uveira, jak ją nazywają miejscowi, wygląda jak mocno przerośnięta (kilkumetrowy krzew) borówka bagienna z liśćmi gruszy. Owoce oczywiście ma jadalne.
Echium candicans ot, gigantyczny, niebieski łubin wysokości dwóch metrów. Rośnie na skraju lasów i powyżej granicy drzew, coś w rodzaju maderskiej kosówki. Jest dość często spotykany w centralnej i północnej części Madery.
Isopleix sceptrum to spory, nawet 4-metrowy krzew porastający stoki kanionów, zwłaszcza w centralnej części wyspy. Lubi wilgoć i cień, stąd takie siedliska. To maderski endemit. Charakterystyczne, jasnobrązowe kwiaty przypominają trochę ustawione na sztorc szyszki świerka.
Storczyk maderski (Dactylorhiza foliosa) jest podobny do naszych storczyków łąkowych i leśnych. Ma główkę różowych kwiatów i długie, jajowate liście. Rośnie wyłącznie w północnej Maderze, pomiędzy Ribeiro Frio a Sao Vincente.
Chryzantema maderska (Argyranthemum pinnatifidum) – to endemit, ale nie leśny; rośnie wyłącznie na bezleśnym Ponta de São Lourenço. Jest dość dziwna; liście owszem, ma jak chryzantema, ale kwiaty – wypisz wymaluj – rumianek! Kwitnie od marca do czerwca, ale ja kwitnące okazy znalazłem i w styczniu.
Bluszcz maderski (Hedera maderensis) – porasta pnie wysokich drzew, zwłaszcza lauru i barbusano. Pnie się również po pionowych skałach. Jest pospolity na całej wyspie. Szczególnie dużo widać go tuż za Monte przy trasie do Santany.
Bodziszek maderski (Geranium maderense) – w porze kwitnienia (kwiecień) wygląda niesamowicie; ot, bukiet ciętych i związanych liliowych kwiatów. Tyle tylko, że ten bukiet ma dwa metry wysokości!
Orszelina drzewiasta (Clethra arborea) – jakby sporemu (do 6 metrów) krzewowi laurowemu przyczepić kwiaty konwalii majowej i mamy folhado, jak Portugalczycy nazywają ten kwitnący późnym latem krzew.
Dracena (Dracena draco) – to dla tego drzewa na Maderę i Wyspy Kanaryjskie (bo tylko tu rośnie) Fenicjanie wyprawiali się już w połowie I tysiąclecia przed naszą erą. Dziś ocalało niewiele dracen. Najwięcej jest ich na południu wyspy, w okolicach São Gonçalo i Ribeira Brava. Draceny rosną bardzo powoli; dwu-trzymetrowe drzewa mają co najmniej 10 lat. Nie jest wysoka, dorasta do ok. 15 metrów. W stanie naturalnym jest bardzo rzadka i objęta ścisłą ochroną. Przyczyną popularności draceny był jej sok zwany smoczą krwią, barwiący tkaniny na intensywnie czerwony kolor.
To zaledwie niewielka część bogactwa flory lasów Madery. Do tego trzeba doliczyć mnóstwo pnączy, krzewów, gatunków runa i porostów, z których słyną lasy laurowe.

Fauna
Jeszcze niedawno była bogatsza, ale wyginęło m. in. kilka gatunków malutkich ślimaków oraz nielotny gatunek sowy (syczek maderski). Zbyt bogata jednak nigdy nie była. Ssaków na wyspie, jeśli nie liczyć nietoperzy i gatunków morskich (Madera jest największym na świecie miejscem występowania mniszki śródziemnomorskiej), nie było przed przybyciem ludzi. A i nietoperzy za wiele nie ma. To znane także z Polski borowiaczek oraz gacek szary.
Jeszcze uboższa jest fauna kręgowa maderskich rzek. Od najbliższego stałego lądu, piasków marokańskiej Sahary jest 600 km w prostej linii, więc stamtąd żadna rybka by nie przepłynęła. Wyspa ustabilizowała się zaledwie kilka tysięcy lat temu, a to za mało, by w toku ewolucji z gatunków morskich wykształciły się miejscowe ryby słodkowodne, jak to się stało na wyspach starszej proweniencji (np. Celebes). Co nie znaczy, że ryb nie spotkamy. Są gatunki wędrowne, minogi, jesiotry, łososie oraz wpływające w ujściowe odcinki labraksy, cefale i wiele innych gatunków. Zresztą na Maderze żyją rybożerne czaple (siwa i biała), więc muszą mieć tu pożywienie.
Na Maderze są też europejskie żaby. W XIX wieku sprowadził je hrabia Carvalhal, który bardzo lubił żabi rechot. Niemal pozbawione naturalnych wrogów płazy szybko rozprzestrzeniły się po całej wyspie.
Za to bardzo bogata jest awifauna, i to zarówno w kosmopolityczne gatunki oceaniczne, miejscowe podgatunki ptaków europejskich oraz endemity makaoronezyjskie i maderskie.
Skupmy się jedynie na żyjących w lasach gatunkach i podgatunkach endemicznych, występujących jedynie na Maderze oraz sąsiednich (odległych o ok. 450 km) Wyspach Kanaryjskich.
Karlik maderski (Pipistrellus madeirensis) to endemiczny makaronezyjski owadożerny nietoperz, jak sama nazwa wskazuje, bardzo mały.
Gołąb maderski (Columba trocaz) – to typowy mieszkaniec lasów laurowych. Podobny do innych dzikich gołębi, ale jego gruchanie jest słabsze i w niższych tonacjach. Jest też nieco większy. Żywi się głównie owocami, przez co jest bardzo ważny przy rozsiewaniu się roślin, zwłaszcza laurów i drzew til.
Grzywacz maderski (Columba palumbus maderensis) – podgatunek znanego z naszych lasów gołębia grzywacza, różniący się od naszego ciemniejszym ubarwieniem. Prawdopodobnie już dawno wyginął; ostatni raz widziano go w 1924 roku, ale oficjalnie Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody nie stwierdziła wymarcia.
Mysikrólik maderski (Regulus madeirensis) – bardzo podobny do zniczka, najmniejszego polskiego ptaszka, przez wielu uważany za jego podgatunek. Miejscowi nazywają go bis-bis.
Petrel maderski (Pterodroma madeira) – co prawda jest gatunkiem morskim, większość życia – jak albatrosy – spędzający nad falami, to warto o nim wspomnieć, bo gnieździ się wysoko w górach, które porastają lasy laurowe.
Zięba maderska (Fringilla coelebs maderensis) to podgatunek znanej także z polskich lasów zięby. Od naszej odróżnia się zielonkawym (nasza ma brązowy) grzbietem, szaroniebieskimi barkami (polska ma czarno-białe) oraz brudnopomarańczowymi policzkami i piersią, gdy nasza ma intensywnie ceglastą.
Świergotek kanaryjski (Anthus bertheloti) jest ardzo podobny do naszbego świergotka drzewnego, zarówno wyglądem jak i trybem życia. Tyle, że zamiast grądów, których na Maderze nie ma, preferuje lasy laurowe.
Kanarek (Serinus canaria) – dziki przodek popularnego ptaka domowego. Podgatunek maderski jest bardziej szary i brązowy niż kanaryjski.
Lacerta maderska (Lacerta dugesii) – endemiczna jaszczurka, podobna do innych lacert. Zamieszkuje skaliste lasy (na Maderze innych nie ma), także laurowe. Szczególnie pospolita w okolicach Rabacal.
Bielinek kapustnik maderski (Pieris brassicae wollastoni) – maderski podgatunek jednego z najpospolitszych motyli. Od naszego różni się żółtawą barwą i środowiskiem życia; to motyl lasów laurowych. Jest bardzo rzadki, uznawany za krytycznie zagrożonego wyginięciem.

Lewady
Laurisilva jest najlepszym dowodem na to, że lasy są rezerwuarem wody. Właśnie z wilgotnych lasów w północnej części Madery biegną lewady, wykute w skale rynny, doprowadzające wodę na południową część wyspy. To cud inżynierii. Widziałem, to wiem.
Owszem, niby nic, wystarczy zrobić lekki spadek i woda popłynie. Ale weź i go zrób, jeśli masz po drodze pionowe ściany, doliny, kaniony itp. Cudem jest już sam fakt, że nie runąłeś w przepaść, o jakiejkolwiek robocie nie wspominając. Do tej ciężkiej i bardzo niebezpiecznej pracy wysyłano głównie niewolników. Kucie trwało długo, ale z czasem całą wyspę oplotła sieć lewad.
Lewady, podobnie jak większość średniowiecznych wynalazków, nie powstała w dzikiej Europie, lecz na cywilizowanym muzułmańskim Wschodzie. Teraz role się odwróciły; wschód zdziczał... Choć tu raczej trzeba mówić o cywilizowanym muzułmańskim Zachodzie. Maurowie, którzy kilkaset lat władali Półwyspem Iberyjskim, udoskonalili systemy irygacyjne z innych podbitych krajów, m. in. Egiptu i Jemenu. I gdy Portugalczycy zdobyli południową prowincję Algarve, zastali tam m. in. wykute w skałach kanały, doprowadzające wodę do pól uprawnych.
Na Maderze woda była potrzebna na gwałt. Uprawa trzciny cukrowej była wtedy równie opłacalna, co dziś konopi indyjskich, ale całkowicie legalna. Trzcina najlepiej udawała się w słonecznej, południowej części Madery. Było tam wszakże za sucho. Wody natomiast nie brakowało na północy i w centrum Madery. Natychmiast przypomniano sobie o lewadach z Algarve.
No dobrze, ale jak je wykuć, gdy skały są pionowe? Powyżej mocowano więc do skały lub drzewa linę, na której zawieszano kosz z robotnikiem, z reguły niewolnikiem. Wielu zginęło, ale dziś na Maderze jest ok. 1,6 tys. kilometra lewad. I wciąż buduje się nowe! Większość jednak powstała w dawnych czasach. Ostatnie wielkie lewady kończono jeszcze w latach czterdziestych ub. wieku.
Wykuć w skale koryto dla wody to nie wszystko. Potrzebna jeszcze była ścieżka (także wykuta w skale) obok, aby służby konserwatorskie mogły dbać o drożność lewad. W praktyce oznaczało to codzienną wizytację. A w miejscu, gdzie lewada przechodzi przez żleb, niezbędny jest kamienny „dach”, aby zsuwające się w dół kamienie nie tarasowały kanału. Spadek musiał być niewielki, więc lewada musiała biec wzdłuż górskiego zbocza. Kanał doprowadzający wodę ze źródła na pole odległe o 5 km ma więc zwykle co najmniej 20 km długości. Bywało nieraz, że ukształtowanie góry było takie, że te 5 km musiałoby się przedłużyć do stu (!) kilometrów. Taniej było więc przebić tunel pod górą. Tak było m. in. w okolicach Calhety, gdzie woda ze źródeł Rabacal płynie podgórskim tunelem. A gdy nie ma góry tylko przepaść, to jeśli jest w miarę wąska, to się przerzucało nad nią akwedukt, najpierw kamienny (jak w Rabacal), potem stalowy.
Są też inne „myki”. Oto idziemy schodami pod górę. Na ich szczycie okazuje się, że obok szumi całkiem spora lewada, przykryta kamiennymi płytami. Ale skąd wypływa? Ano z samego środka potężnej, pionowej skały. Nie doszedłem, czy bije tu tak potężne źródło, że od razu jest w stanie zasilić całkiem przyzwoitą lewadę, czy też przeprowadzono ją pod górą przez wykuty w skale przepust.
Dziś lewady wciąż są w użyciu, ba, doszła im nowa rola. Spacery wzdłuż lewad to bowiem główna atrakcja turystyczna Madery. Na wyspie jest wiele biur turystycznych wyspecjalizowanych w prowadzeniu takich spacerów, od łatwych, dla leniwych gryzipiórków korporacyjnych, po trasy wręcz ekstremalne, tylko dla wytrawnych wyrypiarzy. I spotkałem osoby z Polski, które na Maderę przyjeżdżają tylko po to, by codziennie przejść się inną trasą. I boją się, że im życia zabraknie na wszystkie...

Ochrona
Lasy laurowe są największą częścią Parku Narodowego Madery, obejmującego oprócz lesistego wnętrza wyspy także całkowicie bezleśny przylądek św. Wawrzyńca, wyspy Desertas (nieco ponad kilometrów od Madery) i Selvagens (280 km od Madery), chroniące wybrzeża oraz przybrzeżne wody parki morskie Garaju i Sitio da Rocha do Navio oraz morski i lądowy park narodowy na wyspie Porto Santo. Laurissilva są także jednym z jedenastu obszarów Natura 2000 na Maderze. Pozostałe to m. in. klify Achadas da Cruz między Porto Moniz a Ponta do Pargo, wspominane wyspy i przylądek Ponta de São Lourenço. Ale najważniejszą formą ochrony jest uznanie lasów laurowych przez UNESCO za światowe dziedzictwo ludzkości.
Do tego powierzchnia lasów laurowych systematycznie rośnie. Jak kiedyś były wycinane i palone, tak teraz są sadzone na nowo. Maderscy ekologowie nie wchodzą na dachy z transparentami, ani nie przykuwają się do drzew, tylko je sadzą. Tam, gdzie kiedyś był las, teraz go nie ma, a ziemia nie należą do właścicieli prywatnych i nie jest użytkowana rolniczo, sadzi się drzewa. Największy obszar „reflorestar”, jak się po portugalsku nazywa przywracanie lasów, to Parque Ecológico do Funchal, leżący pomiędzy Monte a Pico de Areiro. Oczywiście sadzi się wyłącznie miejscowe gatunki, szczególny nacisk kładąc na maderskie endemity i gatunki lasotwórcze laurisilvy. Ekologowie ci są skupieni w Towarzystwie Przyjaciół Parque Ecológico do Funchal. Każdej jesieni, zimy i wczesnej wiosny (pora sadzenia na Maderze trwa od października do marca) wolontariusze biorą przypominające motyki narzędzia i ofiarowane przez szkółki oraz dyrekcję lasów sadzonki i sadzą. W pierwszej kolejności odnawiają powierzchnie spalone w katastrofalnym pożarze z sierpnia 2010 roku.
Dokładnie to samo robią prywatni właściciele, ale za swoje pieniądze. Oni też chętnie sadzą drzewa; laur czy vinhatico wyglądają wszak lepiej niż zarośla wrzośców czy zwykła trawa.

Leśnictwo Madery
Mając tak cenne lasy, trzeba je chronić. I są chronione dobrze, by nie rzec, że bardzo dobrze.
Choć Madera jest częścią Portugalii, to dyrektorowi generalnemu lasów państwowych Portugalii (jest taki) w zasadzie nic do lasów Madery. Madera ma bowiem bardzo szeroką autonomię. Lasami wyspy zarządza więc dyrektor regionalny Paulo Conceição Rocha da Silva, podległy ministrowi środowiska Madery Manuelowi António Rodriguesowi Correirze, który z kolei podlega Alberto João Jardimowi, prezydentowi Madery.
Leśnik z Madery nazywa się policjantem leśnym. Ma znacznie szersze uprawnienia niż nasz leśnik. Jest bowiem równocześnie leśnikiem, strażnikiem leśnym, strażnikiem rybackim, strażnikiem łowieckim, po trosze strażakiem i geologiem.
Na wyspie wielkości niedużego powiatu albo nadleśnictwa, są 23 leśnictwa: Poiso, Casa Velha, Levada do Pico, Lamaceiros, Piquinho, Ribeiro Frio, Pico das Pedras, Cascalho, Fajã do Penedo, São Vincente, Encumeada, Fanal, Santa do Porto Moniz, Fonte do Bispo, Prazeres, Malhadinha, Cova Grande, Estanquinhos, Trompica, Jardim da Serra, Lagoa, Chapas oraz Salões na wyspie Porto Santo.
Podobnie jak w Polsce, służba leśna ma zapewnione mieszkania służbowe. Są w pełni ekologiczne, bo zasilane energią odnawialną. W zależności od lokalnych warunków są wyposażone we własne turbiny wiatrowe, wodne lub ogniwa fotowoltaiczne. Zresztą większość energii, w którą zasilana jest wyspa pochodzi właśnie z tych źródeł (dwie spore hydroelektrownie, farmy wiatrowe na płaskowyżu Paul da Serra i przylądku São Lourenço, w tym drugim miejscu także elektrownia słoneczna. A że na Maderze ciągle dmucha i niemal ciągle świeci słońce, to o przerwach w dostawie prądu nie ma mowy...
Wymagania wobec współczesnych policjantów leśnych są ogromne. Każdy z nich musi być równocześnie leśnikiem, strażakiem, alpinistą, geologiem, hydrologiem, ichtiologiem, zoologiem, botanikiem, prawnikiem.
Regionalna Dyrekcja Lasów Madery współpracuje ze strażakami, zapewniając im informacje o sieci dróg leśnych (o ile są), punktach poboru wody itp. Co tu kryć, pod względem ochrony przeciwpożarowej leśnicy z Madery są znacznie bardziej zapóźnieni od naszych. Wieże obserwacyjne z kamerami, u nas od wielu lat pomagające wykrywać pożary w zarodku, na Maderze dopiero mają powstać. Na razie strażacy o pożarze z reguły dowiadują się głównie od turystów i miejscowych. Ale że gaszenie pożarów, z racji ukształtowania terenu odbywa się głównie z powietrza, więc nikt lepiej nie skoordynuje działań jak będący w pobliżu, znający teren leśnik.
Tak jak nasi, także maderscy leśnicy prowadzą poszukiwania wszelkich szkodników. Szczególnie są cięci na Cryphonectia parasitica, grzyba znanego z powodowania zgorzeli kasztanów, na Maderze będący patogenem lauru i innych cennych drzew. Madera – jak wspomnieliśmy – to jeden wielki masyw górski, więc erozja to bardzo poważny problem. Lesnicy sprawdzają więc stan zagrożonych osunięciem stoków i sugerują właścicielom m. in. ich zalesienie lub dolesienie.
Służba leśna Madery to 12 brygad patrolowych złożonych z 2-3 leśników wyposażonych w samochody terenowe (i dodatkowo quady w miejscach szczególnie trudnych) i doskonałe środki łączności. To klasyczna policja leśna. A cała służba leśna Madery obecnie składa się z 81 osób.
Maderscy leśnicy korzystają z pieniędzy unijnych. Na budowę dróg leśnych i pasów przeciwpożarowych w leśnictwach Poiso i Santana zdobyli w sumie ponad milion euro.
Na Maderze, podobnie jak w Polsce, w lesie nie wolno palić ognisk. Kategoryczny zakaz obowiązuje od początku kwietnia do końca października. W pozostałych miesiącach na jego rozpalenie niezbędna jest zgoda dyrekcji regionalnej lasów. Leśnicy wydają też zgodę na... gospodarkę żarową. Choć Madera to nie afrykański busz, ale cywilizowana Europa (nic to, że geograficznie zaliczana do Afryki...), to i tak stosuje się taką metodę oczyszczania terenu, zwłaszcza z uciążliwych krzaków wrzośca. Oczywiście wszystko pod najściślejszą kontrolą leśników i wyłącznie od października (czas jesiennych deszczów) do marca.
Wszystko dlatego, że pożary to największa zmora lasów Madery. Większe pożary zdarzają się co 4-5 lat. Właśnie tyle czasu potrzebują krzewy i krzewinki do odpowiedniego wyrośnięcia po poprzednim ogniu. Szczególnie na ogień narażone są lasy w południowej części wyspy. 84 procent pożarów wybucha właśnie tam. Najbardziej narażone są lasy w gminach Calheta i Funchal. Calheta i okolice to głównie pożary krótkotrwałe i obejmujące małą powierzchnię. Wszystko z racji w miarę (jak na Maderę) łagodnego ukształtowania terenu, umożliwiającego szybkie zduszenie zarzewia ognia. Z kolei mocno pocięte kanionami okolice stolicy Madery są dodatkowo w dużej mierze porośnięte łatwopalnymi eukaliptusami. Ale ogień nie oszczędza też wysokich gór; sam widziałem spalone kikuty u szczytu Pico de Areiro.
Podobnie jak i polscy leśnicy, także maderscy mają mundury. Ale inne. Najbliżej im do mundurów polskiej policji. Są szaroniebieskie, ale krojem bardziej przypominają leśne niż policyjne. Z kolei czapki krojem przypominają nakrycia głowy brytyjskich lotników.
Leśnictwo Madery w roku 2013 obchodziło stulecie istnienia. Policja leśna została powołana w 1910 roku, a faktycznie utworzona w 1913 roku dekretem z 8 marca (tego dnia obchodzone jest święto leśników Madery, osobiście spotyka się z nimi prezydent Jardim). Pierwotnie była to policja wiejsko-leśna, mająca oprócz współczesnych kompetencji także uprawnienia straży gminnej.
Ale służba leśna Madery faktycznie ma dłuższe tradycje. Policję leśną powołało bowiem rządowe rozporządzenie z 1901 roku, który zakładał powołanie uzbrojonej policji leśnej oraz właściwych leśników, nadzorujących gospodarkę w lasach całej Portugalii, w tym Madery.
Prawo leśne było ostre. Zabraniało m. in. robienia czegokolwiek w lesie od zachodu do wschodu słońca, ba, zabraniało posiadania bez zezwolenia jakichkolwiek narzędzi mogących służyć do wycinki drzew.
Dekret z 1905 roku określał wymagania wobec leśników. Musieli m. in. umieć... czytać, pisać i liczyć oraz mieć przynajmniej roczną praktykę w pracy w lesie i przemyśle drzewnym. Leśników na terenach prywatnych powoływał co prawda dyrektor regionalny, ale na wniosek właściciela terenu. Koszty utrzymania służby leśnej dzieliło pomiędzy siebie państwo i właściciele.
Dekret z 1913 roku dostosowywał ogólnopaństwowe prawo do warunków maderskich. Ze względu na ubogie w zwierzynę (jedynie drobne ptactwo) lasy i jeszcze uboższe w ryby rzeki nie było sensu utrzymywać odrębnej straży łowieckiej czy rybackiej. Z kolei gospodarka leśna odbywała się na zasadzie pójścia w las, wycięcia paru krzaków, a „zrąb” sam się odnowił, i to szybko. Typowi leśnicy byli więc zbędni. Wszystkie obowiązki, w Portugalii kontynentalnej rozłożone na kilka służb, na Maderze zwalono więc na policję leśną. Uprawnienia miała ogromne. Prawo mówiło wprost: policjant leśny nie odpowiada za żadne szkody spowodowane swoim działaniem, jeśli nie przekroczył zakresu swoich obowiązków.
Służba leśna składała się wówczas z trzech szefów, pięciu strażników konnych i 25 strażników pieszych. Do tego dochodziło trzech „nadleśniczych”, po jednym na Porto Santo oraz we wschodniej i zachodniej części Madery. Leśnicy podlegali też wójtom, których na Maderze było wówczas 9 (dziś gmin jest 11).
W ciągu wieku wielokrotnie zmieniała się przynależność służby leśnej Madery, by w końcu – jak w Polsce – trafić do resortu środowiska razem z m. in. ogrodami botanicznymi.

Odpowiedz

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: i 18 gości