Przygody z WOP-em i Strażą Graniczną

Rozmowy o sprawach związanych z górami.

Moderator: Comen

Awatar użytkownika
tango
Najlepsza relacja krajowa 2016
Najlepsza relacja krajowa 2016
Posty: 588
Rejestracja: 27 lip 2014, o 02:44
Lokalizacja: Kraków

Przygody z WOP-em i Strażą Graniczną

Post autor: tango » 27 gru 2016, o 22:11

Tak sobie pomyślałem, że przecież praktycznie wszystkie pasma górskie w Polsce są na południu kraju, a więc blisko granicy państwa. A granicy tej strzegą wspomniane służby. Chciałem spytać o Wasze najciekawsze spotkania czy wręcz przygody z w/w służbami. Ewentualnie jeśli ktoś miał jakieś przygody z tego typu służbami innych państw to też byłoby bardzo ciekawe poczytać sobie na ten temat. Tak przynajmniej myślę... Napiszcie więc coś, plizzzzz!!!

Awatar użytkownika
Gollum
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Posty: 1085
Rejestracja: 28 lip 2012, o 09:23
Lokalizacja: Lublin

Przygody z WOP-em i Strażą Graniczną

Post autor: Gollum » 28 gru 2016, o 10:02

Ja nie miałem takich przygód, nawet gdy pracowałem w przemyskim Biurze Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, w którego zasięgu są m. in. Bieszczady i Beskid Niski, ale inni mieli. I opowiadali.
Pewien taksator miał opracować las leżący tuż przy granicy z ówczesnym Związkiem Radzieckim. Według map granica państwowa miała przebiegać po szczycie wzgórza. Jednak wytyczającym granicę nie chciało się piąć pod górę, więc poprowadzili granicę u jej podnóża, górę zostawiając po ówczesnej radzieckiej stronie. Taksator o tym nie wiedział i pracował według mapy, dopóki nie ujrzał wymierzonych w siebie luf.
Pogranicznicy z czerwonymi gwiazdami na czapkach byli przekonani, że złapali szpiona. Jak wszak nazwać kogoś, kto włóczy się po granicy z dokładnymi wojskowymi mapami (sam na takich pracowałem), porządną busolą i jakimiś dziwnymi przyrządami? Ich niepokój wzbudziły zwłaszcza relaskop, przypominający celownik artyleryjski i wysokościomierz, będący czymś pośrednim między pistoletem maszynowym a szpiegowskim aparatem fotograficznym oraz tablice zasobności drzewostanów, będące w ich mniemaniu niczym innym jak książkami szyfrów. Na spytki taksatora wzięto aż do Lwowa.
Gdy nie wrócił na noc, nikt się nie niepokoił; to było powszechne; albo zapuścił się gdzieś daleko i nocuje w jakiejś leśniczówce albo u naszych pograniczników, albo po robocie zapił w jakiejś bieszczadzkiej spelunie. Dopiero drugiego dnia zaniepokojono się, bo okazało się, że nigdzie go nie ma.
Dyrektor BULiGL poruszył Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych i Wojska Ochrony Pogranicza. Armia Czerwona milczała jednak jak grób. Dopiero interwencja z samej góry przyniosła skutek. Taksator po trzech dniach wrócił, ale bez map i sprzętu...

Awatar użytkownika
tango
Najlepsza relacja krajowa 2016
Najlepsza relacja krajowa 2016
Posty: 588
Rejestracja: 27 lip 2014, o 02:44
Lokalizacja: Kraków

Przygody z WOP-em i Strażą Graniczną

Post autor: tango » 30 gru 2016, o 07:25

Dzięki Gollum ! :)

Ja miałem dwie takie przygody.

Przygoda w Tatrach.
Wybrałem się razu pewnego, aby zrobić grań nad Doliną Pyszną. Bez problemu zaszedłem szlakiem na Tomanową Przełęcz, a następnie ze stoickim spokojem skierowałem się w prawo wzdłuż słupków granicznych. Z tego co pamiętam to była tam dość szeroka ścieżka... W tym jednak momencie z kosodrzewiny wyłonił się młody człowiek ubrany jedynie w atramentki i do mnie zawołał: "Panie! Pan dokąd?! Tam nie wolno!!!". Podszedłem więc do młodego człowieka i co się okazało. W kosodrzewinie na rozłożonym kocu opalało się dwóch WOPistów. Spontanicznie się do nich przysiadłem i zacząłem opowiadać o górach, częstować ich papierosami i czekoladą. Czas płynął... W pewnym momencie WOPiści oświadczyli: "My teraz już schodzimy w dół, a co pan zrobi to już nas nie obchodzi". Odczekalem więc kilka minut aż znikną mi z oczu i ruszyłem ścieżką graniczną w stronę Błyszcza...

Przygoda w Bieszczadach
Wędrowałem cały dzień bezszlakowo, a pod koniec dnia zszedłem do jakiejś wioski i nad potoczkiem, przy mostku zabrałem się do robienia sobie obiadu na maszynce benzynowej. A w pewnej odległości... na wzgórzu... była strażnica WOP. W pewnym momencie zobaczyłem jak z tej strażnicy na drogę wysypali się WOPiści. Jak patrzą w moją stronę... Jeden z nich próbował nawet odpalić motocykl, co niezbyt mu się udawało.... W końcu jednak jakoś tym motocyklem do mnie podjechał i mówi: "Co pan tu robi?" A ja na to "Gotuję sobie obiad". Na to WOPista "Na strażnicę proszę!!" Na strażnicy zaczęło się coś w rodzaju przesłuchania, m.in. oficer WOP próbował dojśc moich motywów wędrówki po Bieszczadach i zadawał pytania typu "A sytuacja w domu dobra?" Najwyraźniej chyba podejrzewał mnie, że ja uciekłem z domu. Przesłuchanie trwało... nadszedł wieczór... W pewnym momencie zacząłem przekonywać WOPistę, żeby mnie zaaresztowali na jedną noc, a rano wypuścili. WOPista jednak na to nie przystał i polecił udać się drogą asfaltową na odległe o kilka kilometrów pole namiotowe i tam zabiwakować. Tak też uczyniłem... A rano na zewnątrz namiotu na trawie był szron...

Awatar użytkownika
Gollum
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Posty: 1085
Rejestracja: 28 lip 2012, o 09:23
Lokalizacja: Lublin

Przygody z WOP-em i Strażą Graniczną

Post autor: Gollum » 30 gru 2016, o 10:41

Choć takie lżejsze przygody to i ja miałem. Jechaliśmy rowerami z Jaślisk na Słowację, do Czertiżnego. Ot tak, żeby się przejechać. Na granicy miała stać jakaś buda, ale zdaniem mieszkańców Jaślisk pogranicznicy tam zaglądają bardzo rzadko. Problem był w tylko jednym miejscu: żona nie wzięła paszportu. Pech chciał, że akurat dwóch pograniczników siedziało. Oczy im się zaświeciły, gdy dowiedzieli się, że żona nie ma dokumentu. Nas (to znaczy mnie i córkę na rowerach i syna w foteliku rowerowym) puszczą, ale ona musi wracać. No to pojechaliśmy. A że jechało się dobrze, to wylądowaliśmy w Haburze, i nawet zastanawiałem się, czy nie pojechać do Medzilaborców. Ale że w Haburze mieli wystarczająco dobre piwo, to dalej nie jechaliśmy. Po paru godzinach wracamy. Po pogranicznikach nie ma już śladu. Gdy dojechaliśmy, okazało się, że strażnicy nie puścili żony. Najpierw kusili ją, by została i poczekała na nas, a potem wprost powiedzieli, że im się tu nudzi, a tu się trafia żywa dusza, z którą mogą pogadać, to takiej okazji nie przepuszczą. I gadali coś ze dwie godziny.
Innym razem, jadąc nadbużanką z Uhruska do Włodawy, nagle zatrzymuje mnie patrol straży granicznej. A p*** jak w Kieleckim. Dokumenty w porządku, samochód w porządku, ale i tak trzymali mnie godzinę. Bo nudziło im się piekielnie, w taką pogodę nikt tędy nie jechał, a oni musieli tu odbębnić dyżur. Pogadaliśmy i w końcu pojechałem.

Awatar użytkownika
germ@n
Inicjator Forum
Inicjator Forum
Posty: 7954
Rejestracja: 19 wrz 2010, o 23:06
Lokalizacja: phpBB 3.2

Przygody z WOP-em i Strażą Graniczną

Post autor: germ@n » 30 gru 2016, o 11:06

tango,
Gdzie dokładnie ta Twoja bieszczadzka historia miała miejsce?
WOP z racji mojego wieku (czego się nie wstydzę) to tylko historia w książkach, obraz filmowy.

Awatar użytkownika
gar
Szycha/Forumowicz 2016
Szycha/Forumowicz 2016
Posty: 3054
Rejestracja: 5 sty 2014, o 23:45
Lokalizacja: Śląsk

Przygody z WOP-em i Strażą Graniczną

Post autor: gar » 30 gru 2016, o 13:01

Ja WOP-istów pamiętam z Karkonoszy, gdzie jako smarkacz wędrowałem z rodzicami i na tzw. Drodze Przyjaźni nas kontrolowali (kilka razy).

Awatar użytkownika
Comen
Ekipa Forum
Ekipa Forum
Posty: 4770
Rejestracja: 30 maja 2011, o 00:37
Lokalizacja: Kraków

Przygody z WOP-em i Strażą Graniczną

Post autor: Comen » 30 gru 2016, o 13:41

WOP-u na szlaku to nie spotkałem, ewentualnie na posterunkach granicznych jak jeszcze nie byliśmy w Schengen. Wycieczka studencka autokarowa. Wracamy ze Słowacji i na Łysej Polanie kontrola się przedłuża (ktoś miał paszport o dziwnym numerze który trzeba było sprawdzić telefonicznie w centrali). Pogranicznik opowiada anegdotę jak to kiedyś przejeżdżał tędy "uzar". Uzar? Może huzar? Taki z bronią? E nie panocku - gozyj, siakiś taki profesur, z młoteckiem do rąbania skał. To czemu uzar? A bo ja go tak zapamiętałem od gryzienia. Ale nie "uzar" tylko "ujot".
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/

Odpowiedz

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: i 25 gości