Kilimandżaro - niestety nie moja relacja

Ciekawe miejsca w górach w Europie i na świecie oraz relacje z naszych wypraw.

Moderator: Comen

Regulamin forum
Jeśli dodajesz fotorelację, w tytule nowego wątku koniecznie dodaj prefiks: "Relacja:" i datę wycieczki.
Awatar użytkownika
tango
Najlepsza relacja krajowa 2016
Najlepsza relacja krajowa 2016
Posty: 611
Rejestracja: 27 lip 2014, o 02:44
Lokalizacja: Kraków

Kilimandżaro - niestety nie moja relacja

Post autor: tango » 28 sie 2016, o 05:28

Właśnie znalazłem interesującą, bo bardzo osobistą, relację:
http://opinie.wp.pl/joanna-mikos-kilima ... 791718017a

Fragmenty:
znajoma zadzwoniła do mnie z propozycją trekkingu na Kilimandżaro w styczniu. Nie miałam doświadczenia w wysokich górach, ale wyprawa miała być pilotowana przez znanego polskiego himalaistę. Szlak „najłatwiejszy z możliwych” – Marangu, czyli słynna Coca-Cola. Noclegi w schroniskach i bardzo atrakcyjny program wycieczki. Oprócz pięciodniowego trekkingu (trzy dni na wejście, dwa na zejście), dwudniowe safari w parkach narodowych w Tanzanii oraz wypoczynek na plażach Zanzibaru. Koszt - ok. 2,4 tys. dolarów (9,2 tys. zł) za osobę plus bilet lotniczy (ok. 5 tys. zł). Drogo, nawet jak na „przygodę życia”, ale głód wyzwań jednak zwyciężył.
Dzień czwarty. Cel: Uhuru Peak, 5895 m n.p.m.

O godzinie 23:30 kubek herbaty. Koleżanka, która wyruszyła na szczyt o 22:00 zdążyła już wrócić. Zrezygnowała z powodu krwotoku z nosa i wyczerpania.

Jest północ, zaczynamy podejście na szczyt. Patrzę na ciemną drogę pod górę, usianą dziesiątkami migoczących czołówek. Widok wydaje mi się dziwnie znajomy. Mam wrażenie, że jest 1 listopada… Tanzański przewodnik prosi, by kobiety szły przodem. Mężczyźni muszą się dostosować do naszego tempa. Niektórym przychodzi to z trudem. Idziemy „agrafką”, krok za krokiem, w tempie żółwia. Dla mnie to i tak za szybko. Co chwila przystaję z powodu mdłości. Walczę. Przed nami jeszcze 6 godzin drogi na szczyt i co najmniej 3 na powrót. Wszystkich czeka długa noc. Polski przewodnik stawia sprawę jasno - idąc w takim tempie, opóźniam grupę. „Jaka decyzja?” - pyta z wyraźną sugestią odpowiedzi.

Nie dość, że czuję się podle, to jeszcze mam poczucie winy, że opóźniam grupę. Kapituluję na ok. 5100 m n.p.m. Do schroniska sprowadza mnie drobny chłopak - jeden z tragarzy, którzy idą na szczyt tylko po to, by w razie potrzeby sprowadzać na dół takich jak ja nieszczęśników, pokonanych przez chorobę wysokogórską. Jest ich na Coca-Coli sporo. Przede mną dwaj tragarze prowadzą pod rękę mężczyznę, który ledwo powłóczy nogami.

Wracam do schroniska. Na razie jestem zbyt zmęczona, by przeżywać gorycz porażki. Chcę tylko zejść na dół, by poczuć się lepiej.
...i mój komentarz po lekturze całości:
Wydać taką kasę na wyprawę i nie wejść na szczyt?!
Moim zdaniem bardzo nieciekawa sprawa!

PS. Jakby nie wypoczywała "na plażach Zanzibaru", tylko przeznaczyła ten czas na aklimatyzację, to może by jednak weszła na sam szczyt... W gruncie rzeczy co za różnica czy człowiek się kąpie w morzu w Chorwacji czy w Afryce? A Kilimandżaro to jednak Kilimandżaro.

Awatar użytkownika
Comen
Ekipa Forum
Ekipa Forum
Posty: 4983
Rejestracja: 30 maja 2011, o 00:37
Lokalizacja: Kraków

Kilimandżaro - niestety nie moja relacja

Post autor: Comen » 28 sie 2016, o 08:47

Jak się nie da to się nie da. Widok Kilimandżaro z dołu to i tak jakaś nagroda za kasę jaka została przeznaczona na tą podróż. Dla mnie 5100 m to raczej wysokość niebotyczna. Przy problemach z nadciśnieniem i arytmią serca problemy zaczynają się już na 2000, więc nawet Tatry stanowią pewne wyzwanie. Może jest jednak pewna różnica między wybrzeżem Chorwacji i wyspy Zanzibar. Inna roślinność, inna kultura a przewrotnie mogę napisać w Chorwacji nie spotka się raczej rekina ludojada <lol>
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Gollum
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Najlepsza relacja zagraniczna 2016
Posty: 1084
Rejestracja: 28 lip 2012, o 09:23
Lokalizacja: Lublin

Kilimandżaro - niestety nie moja relacja

Post autor: Gollum » 28 sie 2016, o 10:49

Comen pisze:Chorwacji nie spotka się raczej rekina ludojada <lol>
Raczej nie, ale raczej to raczej, a nie na pewno. Ludojady adriatyckie, czyli chorwackie to żarłacz biały, żarłacz błękitny, żarłacz czarnopłetwey i tawrosz piaskowy, rekin młot, rzadziej żarłacz miedziany, a nie chorwackie to żarłacz tępogłowy, żarłacz tygrysi, żarłacz białopłetwy, żarłacz krótkopłetwy, rekin wąsaty, mako ostronosy i jeszcze parę by się znalazło

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: i 11 gości